Ciche dni, czyli sposób na przetrwanie kryzysu ;)

foch_palce Początki każdego związku są bajkowe. Wyjadamy sobie z dzióbków, słodzimy, patrzymy głęboko w oczy maślanym wzrokiem, trzymamy za rączki, a motyle w brzuchu latają jak po sześciu RedBullach. Z czasem bajka powoli zamienia się w rzeczywistość. Motylki wymęczone trzepotaniem skrzydeł opadają plackiem, wzrok się wyostrza, a ona przestaje być „kaczuszką”, a on „koteczkiem” i zamieniają się odpowiednio w inną zwierzynę – „krowę” i „wieprza”. Pojawiają się też pierwsze konflikty. Początkowo dość szybko rozwiązywane (bo przecież nie możemy się na siebie długo gniewać), później zamieniające się w ostre rzeźnie, gdzie zaczyna królować mechanizm obronny, znany ludzkości pod nazwą „cichych dni”.

Powszechnie uważa się, że tzw. ciche dni, to domena kobiet. Być może. Jestem jednak gotowa wysnuć tezę, że kobiety nie bez przyczyny uciekają w ciche dni. Mam bowiem wrażenie, że jest to jedyny skuteczny sposób na to, by nie zabić swego partnera w przypływie szaleństwa, znanego w kryminologii pod nazwą afektu. Tajemnicą przecież nie jest, że mocno wkurzona kobieta jest gorsza od rozszalałego lwa w dżungli i swą ofiarę może rozerwać na strzępy, a następnie wystawić na widok publiczny, ku przestrodze innym. Przykładem posłużyć tu może niejaki Ramon Apaico, którego żona przyłapawszy na zdradzie – odcięła mu przy pomocy 20 centymetrowego noża penisa, a następnie na oczach biedaka spuściła w toalecie i szyderczo się zaśmiała. A gdyby tak owa niewiasta najpierw uciekła w ciche dni – Ramon nadał mógłby ogląd swe przyrodzenie nad toaletą, a nie pływające gdzieś w miejskich kanałach.

Według ostatnich badań do cichych dni przyznaje się 1 na 4 kobiety w Polsce (kłamczuszki). Jeśli jesteś jedną z nich (albo Twoja kobieta), to musisz wiedzieć, że ten sposób walki z konfliktami w związku może być bardzo skuteczny pod pewnymi warunkami:
- trwa krótko,
- ma na celu jedynie uspokojenie negatywnych emocji, wyciszenia się i próby znalezienia rozwiązania przyczyny konfliktu,
- chroni mężczyznę przed utratą ważnych dla niego części ciała.

Ciche dni kompletnie zaś są nieskuteczne gdy:
- trwają długo
- pragniesz z premedytacją karać partnera („niech nic nie żre”, „niech se świnia śpi na kanapie”, „wypalę mu w najlepszych spodniach żelazkiem dziurę na dupie”), nie próbując nawet poszukać rozwiązania problemu,
- wykorzystujesz je do planowania zemsty okrutnej, do której zainspirowała Cię Uma Thurman w „Kill Billu”,
- masz tzw. „foch królewski”, polegający głównie na tym, że jako najprawdziwsza księżniczka czekasz aż Twój poddany przyczołga się pod twe stopy i błagać będzie o wybaczenie.

Zatem, jeśli podczas cichych dni nie zamordowałaś swojego partnera, Twoje emocje się wyciszyły i pozostała jedynie duma – popatrz na swego mężczyznę, spróbuj zrozumieć, następnie schowaj dumę do kieszeni i podejmij próbę rozmowy. Jeśli go kochasz – nie warto tracić życia na milczenie (no chyba, że marzy Ci się żywot średniowiecznych świętych). Jeśli umył swój talerz, wyniósł śmieci, zrobił zakupy, posprzątał chałupę – bez wątpienia daje znaki, że już bardzo za Tobą tęskni i czeka na sygnał zgody.

No a jeśli go nie kochasz, to po jaką cholerę z nim się męczysz. ;)

2 myśli nt. „Ciche dni, czyli sposób na przetrwanie kryzysu ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>