Konkurs! ;)

konkurs

No dobra. Czas na pierwszy, niemal dziewiczy konkurs blogowy. To na osłodę dla tych, którzy mimo mojej abstynencji blogowej (jestem najbardziej niereformowalnym blogowiczem w historii blogosfery), wciąż tu zaglądają.

Do wygrania nowe, zapakowane i dobrej jakości produkty Vichy, którymi sama lubię pielęgnować swą urodę. ;)

pizap.com14013914013711

Zadanie jest proste:

Podaj własną definicję mężczyzny.

Odpowiedzi zostawiamy w komentarzach wraz z adresem e-mail. Pamiętajcie, że jak nikt inny lubię naprawdę oryginalne odpowiedzi. Czas trwania konkursu od dnia dzisiejszego do 15.06.2014. Wyniki kilka dni później. Konkurs dla dziewczyn i chłopaków (którzy mogą obdarować kosmetykami żony, matki lub kochanki) ;)

Niech moc będzie z Wami! :)

W skład zestawu krem i mleczko do demakijażu 3w1 – jakby kto pytał. ;)

Dzień Dwóch Różnych Skarpetek – wyzwól się! ;)

201103211338351300685915

Wredna szefowa, frustrująca praca, zepsuty samochód, mąż leżący na kanapie, dzieci robiące sobie w kuchni zamieć śnieżną przy użyciu mąki, pies sikający na dopiero co kupiony włochaty dywan i w zastraszającym tempie topniejące konto bankowe – to tylko niektóre czynniki powodujące wzrost ciśnienia, spadek chęci życia, nerwowość, złość, rozczarowanie i wypowiedzenie magicznych słów: „Mam to wszystko w dupie!”.

Kiedy czujesz, że twa tolerancja na życiowe przeciwności losu i codzienne zmagania z szarą rzeczywistością niebezpiecznie zbliża się do granic wytrzymałości i jesteś tuż tuż przed rytualnym spaleniem swego samochodu, domu i miejsca pracy – zrób sobie DDRS (Dzień Dwóch Różnych Skarpetek).

Dobrze, że nie widzisz mnie teraz. ;) W niczym nie przypominam eleganckiej kobiety z okładki ostatniego numeru „Elle”. I wcale nie chcę! Od dwóch dni przeżywam nirwanę, okres kobiecego oczyszczenia, eksplozję wolności (jakby to nie nazwać ;) – Dzień (kolejny) Dwóch Różnych Skarpetek.

Moja prawa stopa – wściekle niebieska skarpeta w różowe kwiaty. Lewa stopa – biała skarpeta w błękitne obłoczki (to one są błękitne? – widać w „made in China” nie wiedzą). Do tego dres. O ile nazwać go można jeszcze dresem, bo lata swojej świetności ma za sobą w równym stopniu co LaToya Jackson. Spodnie są na tyle rozciągnięte, że gdyby zszyć w nich nogawki – miałabym świetny worek na ziemniaki (pomieściłby ze 2 metry!). Fryzura w stylu  „le nid d’oiseau” ( co Francuzi zrozumieliby jako ptasie gniazdo ;). I brak makijażu! Zupełny. Gdyby producenci serialu „The Walking Dead” szukali głównej odtwórczyni roli zombie – byłabym bezkonkurencyjna!

Mimo, że powyższy opis nieco kłóci się z obrazem nowoczesnej, zadbanej i świetnie wyglądającej kobiety – to jest dla mej duszy zbawienny. Bo jakaż to ulga, choć raz na jakiś czas, siedzieć sobie w domu, swym tyłkiem wygniatając dziurę w kanapie, czytając ulubione portale internetowe i przeżywać oczyszczenie – Dzień Dwóch Różnych Skarpetek. Jestem wolna! :)