It’s been a long time…

Wbrew pozorom żyję. Zdaję sobie jednak sprawę z faktu, że moja długotrwała  nieobecność na blogu mogła sugerować wiele. W tym –  mą bardziej lub mniej spektakularną śmierć. Ale jestem. O dziwo, w ogóle się nie zestarzałam (:P), nieco zmądrzałam, dojrzałam i nabrałam ogłady. Reszta bez zmian.

Zastanawiam się teraz, czy ktoś tu jeszcze zagląda? Wiem, porzuciłam blog i Was – macie prawo mnie szczerze nienawidzić, bo przyjaciół nie powinno się zostawiać na tak długo. Może jednak, choćby najmniejsze humanitarne odruchy, pozwolą Wam wybaczyć mnie niegodziwej i w komentarzu napiszecie co u Was? Teraz to ja czekam na Was. :) Buziaki!!! :)