W poszukiwaniu mężczyzny idealnego ;)

     Kiedy byłam małą dziewczynką (taką 12-letnią) przeżyłam swoją pierwszą miłość. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na obiekt swoich westchnień nie wybrałam piegowatego rówieśnika z sąsiedztwa, a syna koleżanki mamy. Wysokiego, dobrze zbudowanego blondyna. Posiadającego niebieskie oczy, olśniewający uśmiech, 19 lat i rudą, cycatą małpę, na którą zwykł mawiać „dziewczyna”. Na próżno zdały się moje niebieskie sandałki, białe rajstopy w dziwne wzorki i falbaniasta sukienka w kolorze letniego nieba, gdyż mój obiekt westchnień za cholerę nie zwracał uwagi ani na moje sandałki, ani maślane oczy, które miałam wówczas ewidentnie. Czesałam się dla niego w warkocze przez kilka tygodni, sandałki zakładałam zawsze, gdy wiedziałam, że go zobaczę, ale on nigdy nie zobaczył we mnie swojej potencjalnej żony. Miałam za mało lat i za mało cycków, jak mi się wydaje.

     Wspomniałam o swoje traumatycznej historii miosnej z dzieciństwa, gdyż uświadomiłam sobie, że kobiety maja ewidentny problem z określeniem swojego ideału mężczyzny. W wieku 12 lat, kiedy to kochałam się straszliwie we wspomnianym blondynie, to właśnie on wydawał mi się ideałem mężczyzny. Był niczym bóg grecki, a ja modliłam się do niego jak do posągu. I uroczyście zaświadczam, że oddałabym swoje niebieski sandały za to, żeby się chociaż do mnie odezwał. Dziś, kiedy oglądam zdjęcia, na których widać mój ideał, nadziwić się nie mogę, że gotowa byłam stracić godność i sandały dla takiego paszteta. W dodatku gbura strasznego i niechluja. 
     Teraz, kiedy wspominam innych chłopców i mężczyzn, którzy wydawali mi się ideałami, a potem gwałtownie przestali, dochodzę do wniosku, że coś takiego, jak „ideał mężczyzny” po prostu nie istnieje. Tworzymy sobie w głowie szablon cech zewnętrznych i wewnętrznych mężczyzny idealnego, a potem przymierzamy, czy pasuje do tych panów, których spotykamy. I choć wydaję nam się, że trafiłyśmy idealnie, to z czasem wychodzi na jaw, że nie do końca wszystko gra. Ale czy to źle? Niekoniecznie. Idealny jest Enrique Iglesias, ale czy jakakolwiek zdrowa na ciele i umyśle kobieta chciałaby takiego lizusa? No poza Kurnikovą Anką, ale ona pewnie parę razy walnęła się rakietą tenisową w głowę. Zresztą, spójrzcie na swoich obecnych (ewentualnie byłych) partnerów. Czy z pełną świadomością możecie stwierdzić, że to taki ideał, jaki sobie wcześniej wymarzyłyście? Różnie z tym bywa, prawda? Ale to nie przeszkadza aż tak bardzo. My, kobiety, kochamy w gruncie rzeczy mężczyzn, którym do ideału trochę daleko. Bo tylko takich możemy zmieniać i udoskonalać, a to kochamy najbardziej. Ale to już temat na inny tekst. ;)