Jak pokonać zastój w związku? Baśń o księciu i księżniczce. ;)

Od podziękowań zacznę… Dziękuję za liczne odwiedziny i komentarze. Wszystkie przeczytałam (Twój również Ken_G) i za wszystkie jestem wdzięczna ogromnie. Zamiast jednak odpisywać na każdy z osobna, postanowiłam podjąć się ryzykownego zadania i kontynuować „kurnikowy” problem. Bo ten, choć przedstawiony i dodatkowo masowo skomentowany, pozostał nierozwiązany. 

Nie ma co ukrywać, że związek między kobietą, a mężczyzną, to istna harówka. Ciężka. Oczywiście nie na początku. Początki są urocze. Motyle w brzuchu, ogólne ogłupienie, dzikie napady radości i obezwładniającego szczęścia i ta pojawiająca się myśl, że tak będzie już zawsze. On jest księciem, ona księżniczką. Mają swój zamek i swoją bajkę. Czasem pojawia się zła wiedźma (wiadomo), wredne skrzaty i inne potwory, ale książę kocha księżniczkę. Rzuca jej pod stopy cały świat i na rzęsach staje, aby była szczęśliwa. Sprawia, iż wierzyć powoli zaczyna, że jest prawdziwą księżniczką w jego świecie i nigdy nią być nie przestanie. Ale życie to nie bajka. Niestety. Z czasem księżniczka przestaje księżniczką się czuć, bo jej książę jakby zapomina, po co uprzednio tak dla niej na rzęsach stawał. I tak żyją w swoim zamku. On zadowolony i spełniony, bo damę u boku znalazł, a ona coraz bardziej nieszczęśliwa, bo z roli księżniczki została zdegradowana do roli gospodyni zamku. A korona leży gdzieś zakurzona…
Co zatem zrobić powinna kobieta, aby jej śpiący książę się ze snu wybudził i przypomniał o jej istnieniu? Nie wiem. Mogę jedynie podać kilka sposobów, których skuteczność wciąż pozostaje w sferze badań i pewnie długo pozostanie.
Metoda 1 – „Czyń księciu, co on Tobie”
Siedzi w pokoju i się nie odzywa? Nie odzywaj się też. Znika na kilka godzin/dni i nie daje znaku życia? Zniknij i Ty. Zamiast wspólnie spędzonych chwil wybiera samotne grzebanie przy samochodzie/grę komputerową/kolegów? Idź do kina, na zakupy, spotykaj się z koleżankami. I mu nie gotuj. ;)
Zalety:
Metoda ta działa na zasadzie lustra. Delikwent (hehe) widzi odbicie swojego zachowanie u Ciebie. Na początku mu się to nie spodoba, potem zrozumie, a na końcu postanowi poprawić. Przynajmniej istniej taka szansa.
Wady:
Mężczyźni nie lubią przeglądać się w lustrze (być może boją się tego, co tam zobaczą;) ). Mogą uznać Twoje zachowanie za kompletny brak zaangażowania i braku miłości. Mogą próbować pocieszać się w różnoraki sposób, bo przecież ich kobieta jest taka obojętna. 
Metoda 2 – „System nagród i kar”

Metoda stara jak świat. Często bardzo skuteczna, choć wymaga w niektórych przypadkach cierpliwości i konsekwencji. Dobre zachowanie nagradzamy, a złe potępiamy. 
Zalety:
Ogromna golonka i piwo na stole, dzień po tym, jak pozytywnie zaskoczył, musi dać mu do myślenia. Podobnie, jak sterta niewypranych gaci i skarpet i dwie zupki chińskie na półce zamiast obiadu. Kto bardziej woli kary niż nagrody? Nikt. No poza masochistą.
Wady:
Bardziej oporni mężczyźni, którym niespecjalnie chce się wysilać na zmiany, bo są utwierdzeni w przekonaniu, że dobrze jest, jak jest, mogą się buntować. Pranie wyniosą do mamy, obiadek też tam zjedzą, a na swoją kobietę dodatkowo będą składać skargi i zażalenia. 
Metoda 3 – „Porozmawiajmy sobie szczerze”

Taka metoda powinna byc wypróbowana w pierwszej kolejności. Jest uczciwa i konieczna. Trzeba znaleźć odpowiedni moment i wysilić się na przedstawienie swojej sytuacji. I oczekiwać odpowiedzi i wyjaśnień.
Zalety:
Rozmowa to podstawa. Dzięki niej się komunikujemy w sposób bezpośredni. Szybko i łatwo można powiedzieć, co komu leży na wątrobie i liczyć, jeśli nie na rozwiązanie problemu, to przynajmniej na jakiekolwiek wyjaśnienia. 
Wady:
Szczera rozmowa z mężczyzną na temat uczuć? Hmm… Chyba łatwiej byłoby go nakłonić do założenia różowych stringów w cekiny niż analizę jego wewnętrznych uczuć, odczuć i rozterek sercowych, ale próbować można. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że usłyszymy „w ogóle nie wiem, o co ci chodzi, przecież jest dobrze”. 
Metoda 4 – „Tego kwiatu jest pół światu”

Rozstanie. Umówmy się, że to ostateczna metoda. I drastyczna. Ale jeśli każda inna zawodzi, a my czujemy, że dłużej się nie da, można zacząć ją rozważać. W innym wypadku, coraz bardziej sfrustrowana i nieszczęśliwa kobieta, może stać się bronią o bardzo niszczycielskim działaniu.
Zalety:
Szansa na inne życie. Znów pojawią się motylki w brzuchu i nadzieja na lepszą historię. Może też i książę trafi się z identycznej, jak my, bajki. 
Wady:
Złamane serce, rozczarowanie, ogólne zniechęcenie i brak wiary w lepszą przyszłość. Czasem nawet dożywotni chłopowstręt. 

Metoda 5 (niekonwencjonalna) – „Rzut talerzem do celu”

No co? Czasem tylko wyładowanie emocji poprzez rzut naczyniem do (najlepiej) uciekającego celu przynosi ulgę. ;)
Zalety:
Cel trafiony talerzem, szybko zorientuje się, że coś jest nie tak. A jeśli obawia się kolejnych trafień, zmieni się błyskawicznie. 
Wady:
Dobra zastawa stołowa trochę kosztuje. ;)
Trudne zadanie przed księżniczką, jeśli jej książę zapadł w sen i zapomniał o istnieniu swojej wybranki. Jeśli jednak zależy jej na księciu, może spróbować mu o sobie przypomnieć. A on, zamiast spoczywać na laurach, powinien od czasu do czasu przypominać jej, że wciąż jest księżniczką w jego bajce. W innym wypadku ryzykuje, że straci ją na zawsze, a zamiast kolejnej księżniczki, trafi mu się ropucha. ;)
Koniec

Jak robią to kury, czyli co mężczyzna powinien robić dla kobiety? ;)

Byłam niedawno naocznym świadkiem niesamowitego widoku. Otóż widziałam koguta grzebiącego w ziemi w poszukiwaniu robali (jak domniemywam). Wielobarwny, dumny kogut rozgrzebywał zachłannie ziemię i natknąwszy się na to, czego zapewne szukał, głośno wołał (czy tam piał) do kury, a ona podbiegała radośnie, aby zeżreć to, co on dla niej wygrzebał. I mnie ten widok uroczy niezwykle zachwycił i zmusił do głębszych przemyśleń. Bo, zastanówmy się chwilę, na ile my, kobiety i mężczyźni, różnimy się od tej kury i kogutka? W zasadzie niewiele, pomijając fakt, że nie grzebiemy pazurami w piachu za glizdami (a przynajmniej nie wszyscy). Mężczyźni (kogutki) też zdobywają nas kobiety (kurki) przy pomocy różnego typu działań mających na celu zainteresowanie nas swoją osobą, poprzez chociażby zaproszenia do restauracji, kina, pikniki (grzebanie w ziemi za robakiem). No nie jest tak? Jest.

Tak wspomniałam o tych podobieństwach miedzy kogutkiem i kurką, a kobietą i mężczyzną ponieważ w przyrodzie, jak się okazuje, występuje wiele sytuacji, które można odnieść do życia ludzi. No może z tą różnicą, że w przypadku drobiu sytuacja jest długotrwała (kogut kopie za robalami do śmierci, czyli dopóki nie wyląduje w rosole), a mężczyzna „kopie” tylko do momentu, w którym poczuje, że „kurka” siedzi już w jego „kurniku”. I tym problemem pragnęłabym się dziś zająć.
Kobiety będąc w długotrwałym i stabilnym związku często doświadczają sytuacji, którą mogłabym na potrzeby tekstu nazwać syndromem „kury na grzędzie”, czyli momentu, w którym zostają upolowane, zdobyte i zamknięte w „kurniku” przez „koguta”. „Kogut” oczywiście rad jest z faktu posiadania „kury” w „kurniku”, docenia ją i pozbyć się nie chce, niemniej jednak zakończył okres „grzebania za glizdą”, bo myśli, że już nie musi. Nic bardziej błędnego. Grzebać musi, bo mu ta „kura” osowieje. 
Pozbywając się terminologii zwierzęcej, mogę napisać, że sytuacja, kiedy mężczyzna przestaje zabiegać o kobietę, którą uprzednio zdobył, zdarza się często. Spowodowane to jest wieloma czynnikami, a najczęściej codziennym, wspólnym życiem, które pochłania całkowicie ogromną masą problemów i problemików. Na ciągłe adorowanie wybranki nie ma już ani czasu, ani większych chęci. Mężczyzna musi jednak pamiętać, że:
1. Kobieta jest i zawsze pozostanie KOBIETĄ – uroczym stworzeniem, które Matka Natura tak ukształtowała, że potrzebuje żyć w poczuciu, że jest jedyna, niezastąpiona i wspaniała. 
2. Kobieta ma tendencję do poświęcania – często, gęsto rezygnuje z własnych przyjemności na rzecz mężczyzny i robi to odruchowo. Pragnie, by to dostrzegano.
3. Kobieta ma od dziecka przechlapane – od najmłodszych lat ubiera się ją w sandałki, sukieneczki i czesze w warkocze, później katuje widokiem supermodelek i wpaja w główki zdanie, które towarzyszy jej przez całe życie: „Musisz ładnie wyglądać”. A złośliwa Natura cały czas rzuca pod nogi kłody w postaci cellulitu, rozstępów, miesiączek i zmarszczek. A ona chce być piękna i chce by ja o tym zapewniano. 
Kobieta musi być doceniana. I to nie tylko w okresie godowym, w którym mężczyźni stają na głowie, żeby ją zdobyć, ale przede wszystkim w okresie, kiedy zdobyte są. Oczywiście nikt nie wymaga od mężczyzn, żeby wiecznie biegali z bukietem róż i codziennie rzucali litanię komplementów i czułych słówek. Nie. Wystarczy, że od czasu do czasu zaskoczą miłym słowem, zaproszeniem na randkę, czy drobnym kwiatkiem (może być kradziony z ogrodu sąsiadki). Wystarczy, że znienacka przygotują śniadanie do łóżka, kupią przydatny gadżecik (może być i taki, o którym pewnie teraz pomyśleliście) albo samodzielnie zrobią pranie. Wystarczy po prostu, że raz na jakiś czas znów „pogrzebią w ziemi za robalem”, żeby ich „kurki” poczuły się wyjątkowo. Bo one muszą czuć się wyjątkowo. I są wyjątkowe, skoro dany „kogucik” daną „kurką” się zainteresował. ;)

Pokaż, jak grasz w Happy Harvest, a powiem Ci kim jesteś ;)

Pochłonięta byłam ostatnio ogromnie grą na portalu NK o obco brzmiącej nazwie Happy Harvest. W sensie, że się przeistoczyłam w wirtualnego ogrodnika, który to sadzi, podlewa i zbiera plony. O ile w świecie realnym moja wiedza na temat ogrodnictwa ogranicza się do odróżnienia róży od stokrotki, to w wirtualnym stałam się mistrzem sadownictwa. Bogatym w dodatku. Nie chciałam tu jednak chwalić się swoimi ogrodniczymi sukcesami. Chciałam natomiast powiedzieć, że niewinna gra, w którą można grać ze znajomymi na NK, przemienia się z czasem w krwawą jatkę pozbawioną skrupułów i moralności wszelakiej. Bo tam, oprócz sadzenia i zbierania fasolek, bakłażanów i pomidorów, można kraść. Ba, nawet trzeba, jeśli chce się szybko wzbić w rankingu i udowodnić znajomym, kto tu rządzi. Tak więc kradłam, rabowałam i plądrowałam działki znajomych. I było mi dobrze.
Dopiero teraz, kiedy emocje minęły, a miejsce zachłanności i działkowego sukcesu zajął zdrowy rozsądek, dochodzę do wniosku, że w ludziach skrywają się wielkie pokłady zachłanności, chęci rywalizacji i dominacji. I uzewnętrzniają się podczas z pozoru niewinnej gry w Happy Harvest. Ze mnie też wylazło zwierzę. Niestety. ;)
Nie będę tu jednak, wzorem niektórych obrońców moralności, oskarżać twórców gry o propagowanie złych zachowań wśród dzieci i młodzieży. Dzieci powinny korzystać z internetu i komputera zawsze pod okiem dorosłych. A dorośli? No cóż, dorosłym polecam tą grę (lub inną tego typu), jeśli pragną się odstresować lub „odwdzięczyć” znajomym z lat młodzieńczych za „dobro”, którego z ich strony doświadczyli. Bo jakież to, mówię Wam, uczucie, kiedy nielubianej koleżance zapierdzieli się całe pole fasolki. Jakaż to radość ogromna, kiedy napadnie się na jej działkę i ukradnie mleko, jaja, czy kotlety z grilla. A jaki szał dziki człowieka ogarnia, gdy w rankingu na najlepszego działkowca zostawia ją daleko w tyle, to pojęte nie jest. I choć to wirtualne, nierzeczywiste, to dzika satysfakcja pozostaje. I trwa. I poczucie rewanżu pozostaje również też za ten połamany ołówek w kwiatki podczas lekcji matematyki w II klasie. 
Tak, wiem… To niemoralne. I chwalić się też za bardzo nie przystoi. Ludzie są jednak ułomne, jak zwykł powtarzać mój ulubiony profesor psychologii z czasów studenckich. I ta ułomność w nich tkwi. I z nich wyłazi. I dobrze, że wyleźć może w postaci wielkiej, wirtualnej łapy kradnącej plony koleżance, niż w postaci rzeczywistej ręki przebijającej opony jej samochodu. Satysfakcja gwarantowana, a krzywda nieporównywalnie mniejsza. No, a że to takie nieprzyzwoite i niemoralne? Niech pierwszy rzuci kamieniem w monitor ten, który nigdy poczuł nagłej potrzeby rywalizacji, czy też zwykłej ludzkiej zachłanności. Albo ten, który gra w Happy Harvest i nigdy niczego nie ukradł. Ludzie są ułomne i wyrazy szacunku dla tych, którzy się do tej ułomności przyznają. ;)