Jak przeżyć kobiecy PMS? (Mini poradnik dla mężczyzn)

      Matka Natura szczególnie ukochała sobie kobiety. Ukochała je tak bardzo, że szczodrze obdarowała je trzema prezentami, których pożałowała mężczyznom. Pewnie wiedziała, że choć mężczyzna to stworzenie silne i waleczne, to udźwignąć owych prezentów za cholerę nie da rady. Tak więc kobietom przypadła cała pula bezcennych darów, w których skład wchodzą:

  1. PMS
  2. Miesiączka
  3. Ciąża

      Na temat ciąży (jej przebiegu i efektownego zakończenia) wypowiadać się nie będę, bo bardziej w tej kwestii jestem zielona od ogórka. Natomiast PMS i jego następstwo znane jest mi dość dobrze i to nimi się dziś zajmę. A zajmę się tylko i wyłącznie dlatego, ażeby naszym drogim Mężczyznom uświadomić, jak postępować z kobietą, której właśnie z dwoma pierwszymi darami od Matki Natury zmierzyć się przyszło. Bo chłopaki mają z tym problem nie byle jaki. Wiedzą, że skrót PMS w zasadzie można rozszyfrować jako „Proszę Mi Spieprzać (z oczu)”, a w przypadku miesiączki interesuje ich głównie, kiedy się zaczyna, kiedy kończy, a także często czy w ogóle się pojawiła. I wszystko. Kiedy kobieta wygląda jak „bez kija nie podchodź”, pospiesznie wolą jej zejść z drogi i udawać, że nie istnieją, niż narazić się na to, że wpadną w pole jej widzenia i zostaną rozszarpani jak mała owieczka, którą złożono w ofierze wstrętnemu smokowi. Smoczycy, znaczy się. A wcale tak być nie musi. Bo choć kobieta podczas PMSu i miesiączki jest smoczycą i zażreć potrafi bez powodu, to żeby ją zrozumieć trzeba wiedzieć, że wówczas:

  • Patrzy w lustro i zamiast seksownej i powabnej istoty, którą była jeszcze wczoraj, widzi monstrualnych rozmiarów kaszalota, na którego widok dzieci zaczynają piszczeć, a psy zabijać się w ucieczce o własne łapy.
  • Jej kształtne i jędrne niedawno jak brzoskwinki piersi, są teraz niczym dwa ogromnych rozmiarów balony, które lada moment trzasną z hukiem.
  • Jej psychika jest tak rozchwiana, że mały kajak podczas sztormu stulecia na samym środku Morza Bałtyckiego wydawać się może najbardziej stabilnym przedmiotem pływającym, jaki ludzkość stworzyła.
  • Kobieca wrażliwość i cała jej emocjonalność wręcz z niej wyłazi. Potrafi rozpłakać się na widok Strusia Pędziwiatra dręczonego przez wstrętnego kojota, zalewać się łzami, kiedy Kevin Costner ratuje Whitney Houston przed psychopatycznym prześladowcą czy popaść w głęboką rozpacz, gdy jej mężczyzna nie odpisze na SMSa w ciągu 30 sekund. I zupełnie z tą emocjonalnością sobie nie radzi.
  • Potrafi zaprzyjaźnić się z lodówką na śmierć i życie i zaglądać do niej co 5 minut wciągając tony jedzenia, począwszy od serka homogenizowanego, przez parówki, lody, kotleta schabowego, ananasy w puszce, szprotki w pomidorach, a na kremówce kończąc.
  • Wstanie z łóżka porównywalnym staje się dla niej wysiłkiem, jak dla alpinisty wlezienie na szczyt Mount Everest.
  • Czuje, że cała jest do dupy i nie rozumie dlaczego, ze słodkiego kurczaczka zamieniła się w wielką, zrzędzącą kwokę.

     Co zatem powinien zrobić mężczyzna? Nie spieprzać. Absolutnie. Nawet jeśli to uratuje go przed wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami, spieprzać nie może. Powinien za to:

  • mówić, że ją kocha ponad życie i że skarbem jest największym i najpiękniejszym co 10 minut (lub częściej, wedle potrzeby),
  • przynosić jej kwiaty (mogą być kradzione),
  • kupić jej kilkudniowy zapas czekolady i szprotek w pomidorach,
  • zaoferować masaż (a jeśli zaryczy jak lew na głodzie, to się nie przejmować),
  • przytulić,
  • wspólnie obejrzeć „Przeminęło z wiatrem” i nie zasnąć (albo tak zasnąć, żeby się nie zorientowała),
  • nosić przy tyłku telefon komórkowy i na każdego jej SMSa odpisywać czule w ciągu 30 sekund od otrzymania wiadomości,
  • nie obrażać się, kiedy nagle, bez powodu, drze się jak Emily Rose podczas egzorcyzmów,
  • być.

    
     Przyznaję, że mężczyźnie podczas kobiecych PMSów łatwo nie jest. Jemu trudno zrozumieć, dlaczego jego ukochany kurczaczek tak nagle zamienił się we wredną, starą kurę. Musi jednak pamiętać, że ta zrzędząca kwoka za kilka dni znów będzie miłym, żółciutkim kurczaczkiem, który sowicie odwdzięczy się za szprotki w pomidorach i „Przeminęło z wiatrem”. No i musi pamiętać, że Matka Natura to ją właśnie obdarowała prezentami, z którymi on mógłby sobie nie poradzić. ;)

Mężczyznoznużenie

  1. Czy kiedykolwiek chciałaś zrobić krzywdę mężczyźnie?
  2. Czy przynajmniej raz w życiu powiedziałaś sobie, że już nigdy z żadnym nic?
  3. Czy nie miałaś przynajmniej kilku powodów, ażeby na widok mężczyzny (swojego lub każdego innego) splunąć trzy razy przez ramię?
  4. Czy nie snułaś planów (mniej lub bardziej realnych) zostania pierwszą w historii lesbijką z przymusu?

     Jeśli przynajmniej raz odpowiedziałaś twierdząco oznacza to, że dopadło Cię schorzenie zwane mężczynoznużeniem. Mnie dopadło nie raz. I nie dwa.

     Powód tej choroby jest zawsze jeden: MĘŻCZYZNA. I nie chcę tu broń Boże pluć jadem w stronę mężczyzn i pisać, jacy to oni źli i popaprani i z jaką dziką satysfakcją robią wszystko, żeby nam dokuczyć. Nie. Myślę, że w ponad połowie przypadków nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ich zachowanie wpływa negatywnie na psychikę kobiety. Może to nie do końca ich wina, że zachowują się tak, że jak grom z jasnego nieba spada na nas mężczynoznużenie. Może to wina Matki Natury? Niby ten sam gatunek; dwie ręce, dwie nogi, serce, wątroba i cała reszta, a głowa, choć ta sama, to tak bardzo różniąca się zawartością. Nikomu nie ujmując, rzecz jasna.

O co chodzi z tym mężczyznoznużeniem?

Jak już wspomniałam, to schorzenie występuje często i dopada nas zupełnie niespodziewanie. Powód jest jeden, a przyczyny różne. Najczęściej On:

  • powiedział coś, czego nie powinien,
  • zachował się nie tak, jak trzeba,
  • w ogóle się nie zachował,
  • udowodnił, że jest z innej planety… cholernie odległej,
  • udowodnił, że człowiek z całą pewnością pochodzi od małpy i w niektórych przypadkach ewolucja wcale nie nastąpiła. ;)

Wówczas następuje mężczyznoznużenie. Objawy są różnorakie. Przykładowo:

  • ma się ochotę zrobić mu karczemną awanturę i spalić mu samochód oraz ubrania,
  • wysłać go i wszystkich innych mężczyzn na kilkuletnie szkolenie: „Jak postępować z kobietą?”,
  • odesłać go na na jego planetę (niech tam siedzi, póki nie zmądrzeje),
  • błagać Matkę Naturę, aby w przyszłości (na ratunek kobietom) stworzyła alternatywę w postaci trzeciej płci,
  • snuć mniej lub bardziej poważne plany zostania lesbijką,
  • snuć mniej lub bardziej poważne plany na temat zostania starą panną/rozwódką i utrzymywać kontakty z mężczyznami wyłącznie wtedy, kiedy innego wyjścia nie ma (szef/współpracownik/fachowiec),
  • obiecywać sobie, że żadnym absolutnie nic (i zapobiegawczo zakupić termofor rozgrzewający łóżko zimową porą). ;)

     Mężczyznoznużenie to schorzenie, które nie jest nieuleczalne. Z czasem samo przechodzi, chociaż trwać może od kilku godzin do kilku lat. Przechodzi najczęściej, gdy powód choroby naprawi swój błąd/przeprosi/zmieni się lub odejdzie (sam bądź też przy pomocy wiatrówki), a z czasem jego miejsce zajmie inny. Tak więc mężczyznoznużenie mija. Ale i niespodziewanie wraca.

Czy można mu zapobiec?

     Jeśli nie chcesz zostać lesbijką albo sfrustrowaną kobietą rozmawiającą do końca życia ze swoimi 27 kotami, w dodatku unikającą wody, szczotki i ubrań (poza rozciągniętymi dresami w rozmiarze XXXXXL), to musisz zaakceptować, że obcowanie z mężczyznami zawsze grozi mężczyznoznużeniem. Na szczęście Matka Natura, choć spieprzyła sprawę przy tworzeniu tylko dwóch płci, popisała się dając kobietom lody i czekoladę. No i dała kobietom inne kobiety, którym razem łatwiej przetrwać mężczynoznużenie. W końcu w kupie siła, jak mawiają.  ;)

Jak wytrzymać z mężczyzną ( i go nie zamordować)?

   
     Mężczyźni są dziwni. Już widzę oczyma wyobraźni, jak wszyscy przedstawiciele płci przeciwnej mają ochotę rzucić we mnie pomidorem za to stwierdzenie. Nie róbcie tego. Mnie się nic nie stanie, a Wy ubabracie sobie monitor pomidorową mazią. ;) Powtórzę więc, że mężczyźni są dziwni. Dlaczego? No to już wyjaśniam.

     Która z nas nie znalazła się w sytuacji, kiedy po niezwykle udanym wieczorze/randce/kolacji/wspólnym urlopie (właściwe podkreślić), zamiast kontynuacji napływu ciepłych uczuć ze strony mężczyzny, dostała niezły pęczek chłodu i zobojętnienia? Ręka w górę. Ja podniosłam (ale opuściłam, bo muszę pisać obiema). Jakże często zdarzają się sytuacje, gdy po mile spędzonych wspólnych chwilach, całe rozochocone i nasycone męską adoracją, czekamy na kolejną porcyjkę, a tu niespodzianka: nie dzwoni, nie pisze, ledwo daje znać, że żyje i że my żyjemy również też. Nasz mężczyzna zamiast rzucać się na nas namiętnie, z ciepłego misiaczka zamienia się w misiaczka, tyle że polarnego. Wieje od niego większym chłodem niż od  przystojniaka Ötziego, którego to wykopano z lodowca.
      Kobietom trudno to zrozumieć. W pierwszej chwili mamy ochotę naszego prywatnego Ötziego zamordować własnoręcznie bez najmniejszych wyrzutów sumienia, poprzedzając wszystko wielogodzinnymi torturami, o których świat nie słyszał. Nie robimy jednak tego z obawy przed więzieniem. Albo nie jesteśmy w stanie tak szybko zdobyć wszystkich narzędzi tortur. W każdym bądź razie, zamiast mordu pogrążamy się we własnej mieszaninie wściekłości, rozczarowania i smutku. A wcale niepotrzebnie. Bo mężczyźni są dziwni.
      Mężczyzna podobno potrafi podzielić swój świat na kilka części i każdej z nich oddawać się bez reszty. Gdyby wyjaśnić całą sytuację na przykładzie domu, to u mężczyzn każda dziedzina ich życia znajduje się w innym pokoju. Miłość w jednym pokoju, praca w drugim, hobby w trzecim, koledzy w czwartym, itp. Czaicie? Ja nie bardzo, ale się staram. Gdyby uznać teorię za słuszną, to podczas romantycznych chwil spędzonych z nami, mężczyzna włazi do pokoju oznaczonego symbolem „miłość” i siedzi w nim tak długo, dopóki nie zapragnie znaleźć się w innym. Gdy wychodzi z jednego pokoju i wchodzi do drugiego, zamyka za sobą drzwi i przesiaduje w nim tak namiętnie, że zupełnie nie słyszy naszych próśb, gróźb i walenia pięścią w drzwi. A my wściekłe i rozżalone mamy ochotę mu te drzwi obkleić dynamitem i rozpieprzyć w pył, bo nie wiemy, o co chodzi. A nie wiemy, bo jesteśmy inne. Też mamy swój świat i dom. Też mamy pokoje, w których znajduje się inna dziedzina życia, z tą jednak różnicą, że w każdym z pokoi na ścianach wiszą zdjęcia naszego mężczyzny, które ciągle nam przypominają o jego istnieniu. I przebywając w każdym z pomieszczeń, jesteśmy w stanie wpuścić Ötziego o każdej porze dnia i nocy. A On nie. Bo mężczyźni są dziwni.
      Jak się okazuje, mężczyzna, który wyszedł właśnie z pokoju miłości i wszedł do innego, wcale nie przestał nas kochać, chociaż tak to wygląda. On po prostu siedzi w innym pomieszczeniu i gdy załatwi w nim wszystkie sprawy, które chciał, wróci i znów zamieni się w ciepłego misiaczka. A nam, wbrew pierwszym odruchom, nie wolno go mordować. Z zamordowanego będziemy miały mniej korzyści, niż z zamkniętego w innym pokoju. Naprawdę. Co więc robić, kiedy Ötzi siedzi w innej części domu?

Nie wolno:
- mordować go,
- walić mu do drzwi,
- siedzieć pod drzwiami i kwiczeć, jęczeć, lamentować,
- nie zaglądać co 5 minut i pytać, czemu jest takim palantem/świnią/gnomem (właściwe podkreślić),
- straszyć go i terroryzować, że jak w tej chwili nie wyjdzie, to już nigdy nie wlezie do pokoju miłości, a nagie piersi będzie sobie mógł oglądać w internecie,
- grozić mu, że jego „klejnoty rodzinne” zostaną mu brutalnie odebrane i zawieszone na szyi, ku przestrodze innym.

Wolno natomiast:
- zostawić go w świętym spokoju, a całą frustrację wyładować w sklepie odzieżowym kupując 3 tony ubrań, których upchanie w szafie zajmie nam 12 dni,
- zorganizować babskie spotkanie i w kobiecym gronie omówić nurtujące nas przypadki,
- obejrzeć film, w którym nadobną swą postać pokazuje Josh Hartnett, Eric Bana, czy Bradley Cooper (można fantazjować),
- przeczytać książkę (byleby nie „Historia narzędzi tortur” czy „Najbardziej niebezpieczni seryjni mordercy”),
- buszować po Allegro (nie trzeba kupować, czasem oglądanie sprawią większą przyjemność),
- pisać bloga,
- wykonywać każdą inną czynność, która z mężczyzną związana nie jest.

      Zdarzyć się może sytuacja, że wykorzystałyśmy wszystkie możliwości, które robić powinnyśmy, a Ötzi nadal nie wyłazi z innego pokoju, a nam się niespecjalnie chce już czekać. Można wtedy odziać się w seksowną koronkową bieliznę i zanieść mu do pokoiku herbatę i spokojnie wyjść. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że mężczyzna podskakując radośnie przybiegnie do pomieszczenia z napisem „miłość”. A jeśli nie, to trudno. Im dłużej będzie siedział w pokoju bez nas, a my niespecjalnie będziemy się tym przejmować, wybiegnie z niego prędzej, niż myślimy. Bo mężczyźni są dziwni. Ale fajni, mimo wszystko. ;)