Przepis na udany związek ;)

Z cyklu „Bestia gotuje…”

Przepis na udany związek

Składniki:

1 dojrzały mężczyzna
3 kg miłości
2 kg wyrozumiałości
2 kg szczerości
2 kg uczciwości
1,5 kg akceptacji
1,5 kg tolerancji
1,5 kg pożądania
1 kg poczucia humoru
0,75 kg cierpliwości
0,5 kg sympatii
szczypta pieprzu (albo więcej, w zależności od upodobań)

Sposób przygotowania:

      Podstawą udanego dania jest idealnie dobrany mężczyzna. Może być zarówno krajowy, jak i sprowadzany z zagranicy, w zależności od gustu. Najważniejsze, aby mężczyzna był dojrzały. Należy przed zakupem sprawdzić to dokładnie. Często zdarzają się bowiem egzemplarze ładnie opakowane, które sprawiają wrażenie w pełni dojrzałych, w środku bywają jednak jeszcze zbyt zielone, a co gorsza, modyfikowane genetycznie.

      Bierzemy dojrzałego mężczyznę. Nie obieramy, nie skrobiemy i nie szatkujemy (przynajmniej na razie), jedynie delikatnie wycieramy z piasku i innych zabrudzeń. Ogładzamy. Dodajemy 3 kg miłości. Mieszamy w głębokim naczyniu na dużym ogniu (może wrzeć, a nawet powinno). Następnie wsypujemy wyrozumiałość, akceptację, pożądanie i tolerancję. Doprawiamy pieprzem (wedle uznania). Gdy składniki płynnie się połączą dorzucamy szczerość, uczciwość i  poczucie humoru. Jeśli zachodzi potrzeba możemy nieco zmniejszyć ogień, jednak nie należy zdejmować naczynia z palnika. Nigdy. Dodajemy cierpliwość i sympatię. Próbujemy. Gdy potrawa nie smakuje nam, jak należy, można  ponownie dodać nieco sympatii i wyrozumiałości. Pieprzu również. Mieszamy bez przerwy, gdyż to jest gwarancją smacznego dania.

       Udany związek jest potrawą niezwykle pracochłonną i wymagającą dużego zaangażowania. Może zdarzyć się sytuacja, że pomimo stosowania wszystkich składników i przypraw nadal nie smakuje idealnie. Nie należy się tym przejmować, idealne rzeczy zdarzają się tylko na wyprzedaży w centrach handlowych. Tą potrawę warto udoskonalać i nie spieszyć się z wyrzucaniem głównego składnika. Pamiętajmy, że mężczyzna dojrzały to towar luksusowy i trudny do zdobycia. Jeśli, mimo przeszkód, zależy nam na skosztowaniu potrawy, można zacząć przyrządzać ją od początku, odpowiednio zwiększając porcje poszczególnych składników.

      Zdarza się, że pomimo pieczołowicie i sumiennie przygotowywanego dania, wszystkie składniki się zważą lub wyjdzie nam pospolity zakalec. Przyczyną jest wówczas najczęściej nieodpowiednio dobrany mężczyzna dojrzały, którego zbyt pospiesznie zakupiłyśmy, albo ktoś wcisnął nam zwykłą podróbkę. Należy wówczas całą przygotowaną potrawę wyrzucić, w myśl zasady: „LEPSZY GŁÓD NIŻ SRACZKA”. ;)

Z Atlasu Komisji, cz.II ;)

Komisja ds. Kontroli Jakości Mężczyzn i Obserwacji Ich Procesu Rozwojowego przedstawia…

Atlas podgatunków (cz.2)
Wymagacz domowy (panus wszechwładnus)

     Wymagacz domowy to gatunek powszechnie występujący na świecie. Spotkać go można zatem pod każdą szerokością geograficzną, niezależnie, czy jest to daleka Alaska, czy Puchowa Góra w lubelskim.
     Wymagacz domowy posiada wybitne właściwości kamuflujące. W szczególności posługuje się nimi w okresie godowym, stąd też rozpoznanie osobnika w początkowej fazie znajomości jest trudne, a można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że niemożliwe. Wymagacz domowy bowiem wykazuje się niezwykłymi zdolnościami ukrywania swoich trujących właściwości i łatwo go wówczas pomylić z innym gatunkiem- mężczyznus idealnus.

Cechy charakterystyczne:

  • Wymagacz w czasie polowania charakteryzuję się niezwykle atrakcyjnymi dla ofiary łuskami. Jest zadbany, schludny i elegancki. Układ jego części ciała jest na tyle atrakcyjny, że ofiara zupełnie się zatraca i ślepo za nim podąża.
  • W okresie godowym wymagacz przybiera postać łagodnego baranka i dżentelmena, który, aby ostatecznie otumanić ofiarę, wykonuje czynności zupełnie sprzeczne z jego prawdziwą postacią (otworzy drzwi, zaprosi na kolację, ugotuje obiad, obsypie prezentami i komplementami). Dopiero, gdy wyczuje, że ofiara wpadła w jego sidła, pokazuje swe rzeczywiste oblicze i rozpoczyna niszczycielskie działanie.
  • Wymagacz posiada wszystkie kończyny i sprawiają one wrażenie sprawnych, niemniej jednak po bliższym poznaniu zaobserwować można pewne dysfunkcje (dwie lewe płetwy, ciężki ogon, nadnaturalnie wielka paszcza).
  • Na żer wychodzi często i o każdej porze dnia. Nie potrafi jednak zdobyć pożywienia samodzielnie. Domaga się go od ofiary.
  • Legowisko stanowi dla niego podstawę funkcjonowania, chociaż sam nie lubi o nie zadbać. To ofiara jest odpowiedzialna za komfort jego odpoczynku i to na nią zrzuca konieczność dbania o legowisko.
  • Łuski zmienia w zależności od tego, kiedy ofiara dostarczy mu zastępcze. Sam ich nie pielęgnuje. Jak i w opisanych wcześniej przykładach, to ofiara jest zobowiązana do regularnego dostarczania mu nowych, pachnących płynem do płukania, łusek.
  • Na tarło wychodzi dość często. Niekiedy opuszcza swój teren i przemierza obce obszary w poszukiwaniu przyjaznej mu rasy flądra bezwstydna.

Sposoby zwalczania:

      Dla ofiary najważniejszym momentem jest uświadomienie sobie toksycznych właściwości wymagacza domowego i chęć pozbycia się intruza. Dopiero wówczas ofiara zdolna jest do walki z osobnikiem. Najskuteczniejszym sposobem pozbycia się pasożyta jest zniszczenie jego legowiska i uniemożliwienie mu okazji do żerowania. Następnie należy spakować jego łuski zastępcze i odpędzić osobnika nogą (lub kijem, gdyby sprawiał opór).
     Wymagacz domowy
odpędzony od ofiary lubi powracać, często skomląc pod drzwiami. Nie należy mu umożliwiać powrotu, a w celu ostatecznego odpędzenia konieczne bywa użycie wiatrówki.

Poprzednia część Atlasu dostępna TU.

Wybrane różnice między kobietami a mężczyznami ;)

      Kobiety i mężczyźni bardzo się różnią. To oczywiste. Różnią się nie tylko budową ciała, ale przede wszystkim sposobem postrzegania świata. Czasem te same pojęcia definiują na zupełnie odmienne sposoby, co często stanowi przyczynę licznych nieporozumień, kłótni i sytuacji, w których rzuca się  przedmiotem martwym do uciekającej istoty żywej. ;)
       Wybrałam z szerokiej gamy rożnych pojęć zaledwie kilka, które każda z płci definiuje inaczej, a które często uświadamiają, że kobiety pochodzą jednak z Wenus, a mężczyźni z Marsa (albo innej planety, równie odległej). Oto one:

TELEFON

ONA: Wielofunkcyjne urządzenie do prowadzenia wielogodzinnych rozmów, wysyłania wiadomości tekstowych (minimum składających się z kilku zdań), przechowywania „cenniejszych” wiadomości od Niego, robienia zdjęć (sobie, dziecku, mężczyźnie, psu), gromadzeniu utworów muzycznych, plików wideo. Często bogato zdobione i starannie dobierane do stylu i osobowości.

ON: Proste urządzenie do wykonywania i odbierania połączeń (głównie odbierania), odbierania i wysyłania wiadomości tekstowych (max. jednozdaniowych), czasem do przechowywania zdjęć biuściastych blondynek i plików wideo z wyżej wspomnianymi.

ŁAZIENKA

ONA: Bogato zdobione, wielofunkcyjne pomieszczenie domowe o charakterze farmaceutyczno-kosmetycznym do: załatwiania potrzeb fizjologicznych, higieny, obróbki ciała, przetrzymywania szerokiej gamy produktów i przyrządów kosmetycznych, głębokich przemyśleń i ogólnie pojętego relaksu.

ON: Pomieszczenie domowe do załatwiania potrzeb fizjologicznych, podstawowej higieny i pielęgnacji ciała, w niektórych przypadkach czytelnia.

SAMOCHÓD

ONA: Przydatny pojazd kołowy do przemieszczania się, posiadający szereg udogodnień takich jak: lusterko, stylowa tapicerka, piękny kolor i fotel do przewożenia torebki. Często odmawiający posłuszeństwa z niewyjaśnionych przyczyn.

ON: Pojazd mechaniczny, na który należy chuchać i dmuchać, polerować, woskować, lakierować, odkurzać, naprawiać, wymieniać części, grzebać w silniku, przetrzymywać w garażu, rozmawiać (o nim i z nim).

MAŁŻEŃSTWO

ONA: związek między kobietą i mężczyzną, będący instytucją społeczną, wiążący ich emocjonalnie, prawnie i ekonomicznie oraz zamykający usta cioci Jadzi i jej spekulacjom na temat staropanieństwa. Często kojarzący się z białą suknią, welonem, weselem, domem, rodziną, dzieckiem i zdaniem „nie opuszczę cię aż do śmierci”.

ON: niezrozumiały wymysł ludzki, ściśle kojarzony ze słowem „węzeł”.

ZWIERZĘ

ONA: słodki i uroczy przedstawiciel „mniejszych braci” typu: kotek, piesek, kurczaczek, kaczuszka, miś.

ON: określenie jego „klejnotów rodzinnych” występujących również pod nazwami: pyton, boa dusiciel, smok, tygrys i bydlę.


ZNAK DROGOWY

Ona: Znak stojący przy drodze, który informuje jak i dokąd należy jechać.

ON: Zbędne żelastwo przy drodze.

PRZYJACIEL

Ona: Bliska osoba, z którą łączą ją silne więzi emocjonalne, znająca najskrytsze zakątki duszy, przydatna i wysoce ceniona do prowadzenia wielogodzinnych rozmów, wyżalenia, śmiania się, pocieszenia, robienia zakupów, chwalenia nowym chłopakiem czy sukienką.

ON: Lubiana osoba, z którą można wypić piwo, pójśc na ryby, pogrzebać przy samochodzie, obejrzeć mecz i powspominać stare czasy.

KOLORY

Ona: Szereg barw, z których wymienić można choćby: lazurowy, seledynowy, amarantowy, łososiowy, kanarkowy, stalowy, szkarłatny, popielaty, beżowy, bananowy, brzoskwiniowy, bursztynowy, cynamonowy, groszkowy, herbaciany, karmazynowy, khaki, koralowy, limonkowy, malachitowy, oberżynowy, perłowy, słomkowy, orzechowy, antracytowy, błękit paryski, błękit królewski i błękit pruski.

ON: czarny, biały, żółty, zielony, czerwony i niebieski.

ZABAWKI

ONA: przedmioty martwe (lalka, pluszaki, grzechotka) służące do zabawy i przestające mieć większe znacznie, gdy dziewczynka staje się kobietą

ON: w dzieciństwie przedmioty martwe (samochodzik, kolejka górska, klocki Lego), z których chłopiec wyrasta, a już jako mężczyzna zamienia  na jeszcze droższe i bardziej nieprzydatne (kolekcje kufli piwa, breloczków, samochodów, sprzętu RTV, dziwnych drutów i śrubek przetrzymywanych w ilościach hurtowych w szufladach, półkach i szafie).

PMS

ONA: Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego, czyli stan w którym można: wrzeszczeć, płakać, żreć jak świnia, ważyć się (a następnie płakać), rzucać talerzami (do celu również), wszczynać  kłótnie, popadać w głęboką depresję, nie czesać się.

ON: dziwny stan, w który popadają kobiety, którego się bardzo boi i woli go przeczekać przemykając bezszelestnie niczym motylek po pomieszczeniach domowych.

 Uff, chyba wystarczy… ;)

Oświadczenie ;)

     Dziś dla odmiany nie będzie o mężczyznach, kobietach, związkach, miłości, nienawiści i czymkolwiek, co kojarzy się z powyższymi. Wiem, zaskoczyłam. ;)

     Nie wiem, dlaczego ostatnio Onet wyrzuca na swoją stronę wszystkie moje teksty, ale chciałam oficjalnie oświadczyć i tym samym odeprzeć zarzuty niektórych, że:
- nie mam rodziny wśród załogi Onetu (chyba),
- nie płacę im grubych pieniędzy za reklamę (bo niby z czego ;P),
- oni mi również nic nie płacą (a trochę żałuję, nie ukrywam :P).

     W związku z tym jednak, że trafiło tu sporo nowych osób, których nie miałam okazji wcześniej poznać i porozmawiać, chciałam powiedzieć, że bardzo dziękuję za liczne odwiedziny i wszystkie komentarze. Pozytywne planuję kopiować sobie w przyszłości do CV. Negatywne zaś nie pozwoliły mi obrosnąć w piórka i uniknęłam sytuacji, w której mogłabym zacząć machać i słać całuski do swojego odbicia w lustrze. Bardzo za to jestem wdzięczna. Naprawdę. ;)

     Zdaję sobie sprawę z tego, że dla kogoś, kto pierwszy raz trafia na ten blog, mój styl pisania i wyłaniająca się zza szeregu literek osobowość może być szokiem. Chciałabym jednak zapewnić, że:
- nie jestem kretynką,
- potrafię posługiwać się poprawną polszczyzną,
- nie planuję zbawiać świata i pouczać innych, jak mają żyć,
- blog ten traktuję tylko i wyłącznie w kategoriach własnego hobby,
- nie opisuję rzeczywistości; wybieram jedynie z niej całą masę stereotypów, banałów i uprzedzeń tylko po to, by je wyolbrzymić i nadać im nieco żartobliwy ton,
- to jest blog czysto rozrywkowy; od poważnych tematów i dyskusji są inni, często lepsi,
- ten blog ma służyć tylko i wyłącznie rozrywce – mojej i Waszej. Ma być jak sól do zmęczonych stóp dla osób wracających z pracy, szkoły; jak kubeł lodów dla wkurzonych przez mężów/żony/sąsiada, ;)
- nie śmieję się z innych, a przede wszystkim z samej siebie. ;)

     Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że dostałam kilka wiadomości od Pana, który zwrócił mi uwagę, że demoralizuję polskie społeczeństwo. Jeśli więc ktoś poczuł się zdemoralizowany przez używane przeze mnie w ostatnich tekstach słowa typu: „orgazm”, „ptaszek” czy „piersi”, chciałam gorąco przeprosić, ale jednocześnie zapewnić, że będzie ich więcej. Skoro już Was zdemoralizowałam, to co mi szkodzi. ;)

Pozdrawiam :D

Jakich mężczyn wystrzegać się jak ognia ;)

      Każda z nas, przynajmniej raz, spotkała na swej drodze mężczyznę, którego charakteryzowała przynależność do gatunku GWF (Gówno Warty Facet). O tym, że nawet chwilowe obcowanie z takim mężczyzną miało negatywny wpływ na psychikę kobiety, wspominać nie muszę. Każdej normalnej kobiecie przecież by odbiło. Nienormalnej też. No z tą może różnicą, że normalna odreagowuje żrąc 5 litrów lodów czekoladowych przy oglądaniu „Przeminęło z wiatrem”, a nienormalną wyławia się z rzeki, zdejmuje z drzewa, albo ogląda w więzieniu. Tak czy inaczej, mężczyźni z grupy GWF istnieją i na początku świetnie się kamuflują, a kobiety wciąż wpadają w ich sidła. A potem zasilają konta producentów lodów. I tyją. Bardzo tyją. Tak tyją, że kanapa zaczyna robić im za taboret. Ale nie o tym chciałam. ;)

Jakich zatem mężczyzn należy wystrzegać się jak ognia? Oto kilka przykładów:

1. Poznałaś go na czacie, a jego nick to „Wampir z Bytowa”. Fajnie się z nim pisze, ale mówi, że będzie się mógł z Tobą spotkać najwcześniej za 16 miesięcy.

Pewnie spotka się z Tobą za te 16 miesięcy, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie ostatnią osobą, którą zobaczysz w życiu. No może poza św. Piotrem.

2. Nie dba o higienę.

W pewnym sensie może być przydatny. Kiedy będziecie razem, żaden owad latający nie zbliży się do Ciebie w promieniu kilometra, ludzie w tramwaju pospiesznie będą wstawać z zajętych miejsc, a psy w parku ze skowytem uciekać w przeciwną stronę. Jeśli jednak stwierdzisz, że w masce gazowej może nie być Ci do twarzy – odpuść.

3. Jest metroseksualny.

Na bank będzie kradł Ci Twoje kosmetyki, zamęczał pytaniami o zmarszczkę na czole, a w niektórych przypadkach nosił Twoje różowe stringi.

4. Jest łysy, nie ma szyi, a kształtem przypomina kwadrat.

Będziesz jego „niunią”, „świnką” albo „suczką”. Czasem przyniesie Ci do domu 14 telefonów komórkowych, 2 telewizory i zestaw kina domowego. O ile jednak nie chcesz być zbudzona pewnej nocy przez tajemniczych panów z napisem na koszulce CBŚ, a potem odwiedzać ukochanego w pomieszczeniu, w którym zamiast wyrafinowanych firan są kraty – daj sobie spokój.

5. Kocha tylko swoją matkę.

Na pewno chcesz, aby Twoje piersi kojarzyły mu się wyłącznie z mlekiem?

6. Kiedykolwiek dobierał się do Twojego brata.

No cóż… Chociażbyś 24 godziny na dobę wyglądała jak skrzyżowanie Jennifer Lopez z Angeliną Jolie i tak będzie wolał Twojego brata.

7. Pojawia się i znika. Spotkałaś się z nim w poniedziałek, odezwał się po dwóch tygodniach, umówił w środę, milczał 3 tygodnie, zadzwonił z informacją, że będziecie mogli się spotykać w co 2 weekend.

Jeśli masz w sobie duże pokłady miłości i niezaspokojony instynkt macierzyński możesz śmiało zostać drugą matką dla jego pięciorga dzieci. Musisz jednak zamontować dodatkowe zabezpieczenia w domu na wypadek, gdyby jego żona wpadła z siekierą wyjaśnić sytuację.

8. Wielbi Cię. Na ścianach poprzyklejał Twoje zdjęcia. Zrezygnował z kolegów i życia, bo tylko Ty jesteś jego światem. Przed snem wącha Twoją koszulkę. Robi za Twój cień.

Na początku możesz być zachwycona. Z czasem jednak zaczniesz spieprzać przed nim do łazienki, zamykać się na 4 spusty, bo jedynie tam możesz pobyć sama. O ile oczywiście Cię nie wyprzedzi i nie wlezie razem z Tobą.

9. Na pierwszej randce pożyczył 500 zł tłumacząc, że jego siostra jest chora i zbiera na operację.

A nie, tym się nie przejmuj. I tak go więcej nie zobaczysz. ;)

I pamiętaj! Jeśli spotkałaś na swojej drodze GWF, rzuciłaś go, a on nadal stoi o 3 w nocy pod Twoim oknem – kup sobie bejsbola. ;)

Po czym poznać, że kobieta naprawdę kocha mężczyznę ;)

       Kobiety kochają bardzo. Kobiety są w stanie poświęcić wiele dla ukochanego mężczyzny. I nawet jeśli mają czasem ochotę tego swojego faceta udusić gołymi rękami, wrzucić jego ubrania do wanny i podpalić, a samochód oblać klejem i obsypać kurzeńczym pierzem, to i tak tego nie robią (albo robią rzadko :P). Bo kochają. A oto kilka objawów tej nieuleczalnej choroby. ;)

Gdy kobieta kocha:

  • Goli nogi. Goli pachy. Goli strefę bikini, nawet jeśli dnia następnego czuje się jak jeż. ;)
  • Spędza długie godziny na studiowaniu historii jego ulubionej drużyny piłkarskiej. Uczy się nazwisk piłkarzy, trenera, zapamiętuje wyniki kilku ostatnich spotkań, wytrwale wkuwa pojęcia: „spalony”, „jedenastka”, „corner”, „rzut sędziowski”.
  • Ogląda z nim te mecze, choć w głębi duszy uważa, że jego dziwne podniecenie na widok 11 młodych mężczyzn w krótkich galotach jest równie niezrozumiałe co sinus, cosinus, tangens i cotangens razem wzięte.
  • Gotuje mu. A gdy przypadkiem zamieni pieczonego kurczaka w bryłę węgla, biegnie z jęzorem na wierzchu do hipermarketu i za pieniądze przeznaczone na nowy tusz Loreala kupuje mu gotowego kuraka i z uśmiechem wmawia, że to jej.
  • Uwielbia, gdy robi jej rano jajecznicę. I w ogóle nie przejmuje się, że wygląda jak  wióry z tartaku i tak samo smakuje.
  • Myśli o nim podczas wyprzedaży w Orsay’u. Myśli o nim nawet wtedy, gdy walczy na śmierć i życie z inną kobietą o fioletową sukienkę za 100 zł, w której chciałaby mu się pokazać.
  • Kiedy wychodzi mokry spod prysznica doznaje nagłego zaćmienia, ślinotoku, a jedyne inteligentne zdanie, które jest w stanie wówczas powiedzieć brzmi mniej więcej „yyy..eeee….aaaaa…yyyy….th”.
  • Słucha z nim piosenek jego ulubionego zespołu. Nawet jeśli ten zespół to banda długowłosych, wrzeszczących i rzucających się po scenie w dzikich konwulsjach satanistów.
  • Chodzi na obiady do jego matki. I je te obiady nawet wtedy, gdy zdaję sobie sprawę, że jutro może nie nadejść.
  • Nie zwraca mu uwagi, gdy popierdzieli mu się droga w trakcie jazdy samochodem. Nie wspomni, że widziała 17 znaków informacyjnych, że dobrze odczytała mapę i że po raz 10 mijają ten sam sklep. Cierpliwie pozwala mu odnaleźć właściwą drogę, nawet wtedy gdyby miałaby spędzić w tym samochodzie kolejnych 6 miesięcy swojego życia.
  • Daje się namówić na wypad nad jezioro i spanie w namiocie. Pokornie sprawdza z nim, czy ryba bierze, kąpie się z żabami w wodzie i załatwia pod krzakiem. Zostaje damską wersją Tarzana, żeby sprawić jemu przyjemność.
  • Wbija się w seksowną bieliznę, choć z bielizną ma ona niewiele wspólnego, a stanowi w gruncie rzeczy dziką plątaninę kilku sznurków i  dwóch koronek. 
  • Samej zdarzy się jej go skrytykować, ale gdy zrobi to ktoś inny, gotowa jest wyrwać mu wszystkie włosy, wydrapać oczy, a jego serce zawiesić w oknie ku przestrodze innym. ;)
  • Uwielbia go nawet wtedy, gdy zapomni o jej urodzinach, ukochanego kota nazwie „wyleniałym szczurem” i kupi sobie spodenki we wściekle zielono-pomarańczowe kwiaty.
  • Nie zamieniłaby go nawet za Josh’a Hartnett’a. ;)

10 tajemnic kobiet, o których mężczyźni nie mają pojęcia ;)

 
Ile kobiet – tyle tajemnic. Nie o wszystkich mężczyźni muszą i chcą wiedzieć. Człowiek to wszak istota niedoskonała. Mężczyzna zresztą też. ;) Postanowiłam zatem zdradzić 10 tajemnic kobiet, o których mężczyźni nie mają pojęcia. A przynajmniej nie powinni.

1. Zimą kobiety są bardziej „naturalne”, co najzwyczajniej w świecie oznacza, że pod spodniami ukrywają nieprzemierzone niczym dżungle Amazonii chaszcze, gdyż golą nogi średnio raz w tygodniu. Albo wtedy gdy MUSZĄ. ;)

2. Znają WSZYSTKIE profile na WSZYSTKICH portalach społecznościowych swoich facetów i regularnie szpiegują, gdzie, kiedy, co i z kim pisał lub kogo ma w znajomych. Co więcej, znają znajomych jego znajomych oraz znajomych tych znajomych. Dla większego bezpieczeństwa. ;)

3. Wszystkie liściki, maile, rozmowy GG czy smsy, w których ON napisał:  „kocham”, „skarbie”, „słoneczko”, „jesteś moim szczęściem” skrzętnie zapisują i w razie potrzeby (PMS, kłótnia, wkurw bezprzyczynowy) odczytują po 123 razy dziennie.

4. Niezwykle atrakcyjną koleżankę swojego faceta przy nim oficjalnie pochwalą, nawet  wspomną, że owszem, fajna i ładna. W rzeczywistości ogoliłyby łeb lafiryndzie, związały sznurem i zrzuciły z samiuśkich Tater. A niech się niedźwiedzie nacieszą. ;)

5. Na kartkach podczas nudnych zebrań namiętnie wypisują swoje imię a obok… Jego nazwisko. Żeby sprawdzić, jak razem będzie wyglądało. W przyszłości.

6. Znają 1000 określeń na Jego matkę, a tylko 3 jest na tyle przyzwoita, żeby je tu wymienić: „szantrapa”, „wiedźma”, „w dupę kopana mać”. ;)

7. Gdy się z Nim umawiają na 20.00, od 16.00 poddają się zabiegom pielęgnacyjnym (m.in. peelingowanie, nawilżanie, ujędrnianie, golenie, strzyżenie, kręcenie, suszenie, prostowanie, malowanie, ubieranie) po to, by gdy powie magiczne „pięknie dziś wyglądasz” odpowiedzieć „dziękuję, ale nie miałam dziś dla siebie zbyt dużo czasu.”

8.  Chętnie poznają Jego kolegów tylko po to, by się zorientować co to za skurczybyki, gdzie się szlajają, ile piją, z kim piją i na ile są puszczalscy.

9. Na babskich spotkaniach mówią nie tylko o wyprzedażach, jędzowatej i wytapetowanej koleżance z pracy, super kremie antycellulitowym czy nowym błyszczyku Loreala… zdarza im się wspomnieć o „ptaszku” ex, erotycznych akrobacjach z obecnym i marzeniach o dzikim Indianinie, z którym chciałyby się kochać nocą w jego wigwamie. ;)

10. Tak. Powinny dostać Oscara za fenomenalną wręcz momentami rolę kobiety mającej orgazm. Zawodowe aktorki porno mogłyby się wieeeeeele nauczyć. (Nie, żeby zawsze udawały, ale czasem magicznego „O” po prostu ni ma). ;)

Oda do starości ;)

O, starości moja miła,
czemuś się tu pojawiła?
Odejdź nim dostaniesz burę,
weź ode mnie wiotką skórę!

     Kiedy miałam naście lat, 30-latkowie wydawali mi się staruchami, 40-latkowie mumiami egipskimi, a wszyscy powyżej lat 50-ciu- dinozaurami. Dziś, kiedy sama dołączam do  „staruchów” i nieuchronnie zbliżam się do grupy „mumii egipskich”, patrzę na świat inaczej. Bo co ja mogłam wiedzieć o życiu w wieku lat 18? Przecież się nie zmieniłam. Przecież wciąż jestem taka sama.  Przecież nie jestem „staruchem? Ja? STA RU CHEM?

     Klasyczny STARUCH(A) wyróżnia się kilkoma podstawowymi cechami, ale zaznaczam iż nie widzę ich u siebie. Naprawdę ;) Oto niektóre:

- kładzie się spać księżniczką, a budzi żabą (rozczochrane włosy, potargane brwi, sińce pod oczami jakby dwie godziny wcześniej wpadło się niechcący na pijanego Mike Tysona i TEN wzrok psa, kiedy na nas patrzy, a nie poznaje),
- w drogerii z 200 metrów nie widzi niczego innego jak tylko, choćby najdrobniejsze, napisy na kosmetykach typu: „ujędrnianie”, „napinanie”, „wygładzanie”, „korygowanie”, „antycellulit” i „kwas hialuronowy”,
- nie macha radośnie na powitanie znajomego ręką, gdyż wie, że tym, co kiedyś stanowiło jędrną skórę, a teraz łopoczącym niczym flaga na wietrze „zwisem” może sobie przypadkowo strzelić w mordę,
- unika balang do białego rana, bo: po dwóch kawałkach Lady Gagi przestaje oddychać, po 1 i o,5 drinka zasypia twarzą na blacie stolika, a po 3 godzinach czuje się, jakby właśnie wbiegł na Mount Everest,
- ma kota… kilka kotów… wszystkie mają ludzkie imiona i śpią z nim w łóżku,
- kupił sobie stepper i przerobił go na praktyczny wieszak na ubrania,
- przygląda roznegliżowanym siusiumajtkom na ulicy i zastanawia, kiedy przeziębią się im nerki,
- czyta fachową prasę i książki: „Jak dożyć setki?”, „Zachowaj wieczną młodość”, „Harmonia ciała i ducha” oraz „10009 przepisów na konfitury domowe”,
- usłyszał w telewizji, że dzisiejsi 30-latkowie, to dawni 20-latkowie i powtarza to sobie 173635299 razy dziennie,
- marzył kiedyś, aby idealny mężczyzna był wysoki, miał piękne oczy, ładne włosy, dłonie, uroczy uśmiech, poczucie humoru i był inteligentny… teraz wystarczy, żeby był inteligentny, czasem się zaśmiał i miał jeszcze włosy.

     Jestem staruchem. Ale przynajmniej, nie popadam już w depresję na widok pryszcza na czole, nie przejmuję się, że Bartek z III b spojrzał na mnie w ciągu tygodnia tylko 3 razy (i to wtedy, gdy zagrodziłam mu wejście do klasy), oraz nie muszę już chcieć wyglądać jak J.Lo. Nie muszę też jeszcze sikać w pieluchy, pilnować, żeby wyjąć szczękę na noc i prosić w McDonaldzie, żeby mi zmiksowali hamburgera i frytki. A nawet jeśli już będą musieli, to i tak wymyślę 1000 powodów dla których teraz jest mi lepiej. Mówię Wam, człowiek potrafi sobie wszystko wmówić. ;)