Noworoczne wyżaliny ;)

      „Ajm sory, ajm lejt” chciałoby się rzec, jak to zwykle uczył mnie pan od angielskiego w szalonych czasach liceum, kiedy to często zdarzało mi się „lejt”, a „sory” już rzadziej.

     Wiecie, jak to zima tym białym badziewiem sypnie w ilości hurtowej, a dziad mróz słupek rtęci obniży do tego stopnia, że człowiekowi białka w oczach zamarzają, to się wszystkiego odechciewa. No prawie wszystkiego, bo jedyne czego pragnę, o czym marzę i o czym śnię, to aby mnie na całym ciele pojawiło się gęste, brązowe futro, wyrosły pazury i kły i żeby leśnicy, zoologowie i kto tam jeszcze, zakwalifikowali mnie do zwierząt z gatunku „niedźwiedź brunatny”, pozwolili zapaść w sen zimowy i się za przeproszeniem odpieprzyli, że tak zamulam ostatnimi dniami. Bo zamulam okropniście. Nawet mi się specjalnie nie chce podtrzymywać podstawowych funkcji życiowych, ale że oddychanie mamy niejako zaprogramowane, to wyjścia nie mam. Chcę wiosny.

     A w ogóle, to nowy rok nastał. Wiem, zaskoczyłam Was strasznie. I pewnie zaskoczę Was równie mocno, gdy powiem, że sobie zrobiłam podsumowanie roku poprzedniego. Do zadziwiających wniosków doszłam, a mianowicie do takich, że:

1. Kolejny rok z rzędu odbębniłam w pracy, w której mało płacą, za szefową ma się żonę Lucyfera, a za wychowanków wysłanników piekieł, które dzieci przypominają tylko wtedy, kiedy śpią.

2. Szczeble mojej kariery zawodowej ktoś poodcinał piłą mechaniczną, gdyż za cholerę nie mogę się wspiąć wyżej i wciąż tkwię na tym samym stanowisku, zamiast zostać już dyrektorem, prezesem, czy innym prezydentem.

3. Moje życie rodzinne rozwinęło się do tego stopnia, że zostałam opiekunką prawną dorodnego, owłosionego samca z gatunku świni. Nie, nie… wbrew pozorom, to nie mąż. Świnia morska po prostu, o dźwięcznym, staropolskim imieniu „Świniak”.

4. Życie me uczuciowe przypominało kwiat paproci. Znaczy gdzieś było, ale go nikt nie widział.

5. Pierdzielnęłam szkołę, gdyż doszłam do daleko idących wniosków, że ktoś, kto nie umie rysować, malować, a z pracy z komputerem najlepiej lubi grać w „Pryskające bańki” kariery w reklamie nie zrobi.

6. Nie wyjechałam do Meksyku, nie zostałam milionerką, nie zakupiłam willi nad morzem, nie wyszłam za mąż za Josh’a Harnett’a, a plany ku temu wszystkiemu porobiłam śmiałe.

     No ale poza tym doszłam teraz do wniosku, że rok 2009 będzie należał do mnie. Bo, jak mi powiedział ktoś, kogo nie pamiętam, życie człowieka ulega drastycznym zmianom co 7 lat i se sprytnie obliczyłam, że po 7 latach posuchy przyjdą teraz lata tłuste. Tylko patrzcie, jak będę do Was pisała na złotym laptopie leżąc gdzieś na plaży w Cancun, a Eric Bana uprzednio rozwiedziony z żoną będzie mi podawał drina z niebieska parasolką. Fajnie, nie? :P

P.S. Wszystkim za mną tęskniącym serdecznie dziękuję. Kocham Was mordy Wy moje. :D