Tytuł :)

    No kiedy ja nie mam o czym pisać. W związku z powyższym nie pozostaje nic innego, jak tylko dziękczynne modły składać za to, że tym swoim pisaniem na życie nie muszę zarabiać. Bo to już oczyma wyobraźni widzę, jak zębami żem wbita w ścianę i tynk z niej pożerająca. Taka byłabym majętna.
    A poza tym to co tam…
    Moje życie w ostatnim okresie niezwykle jest fascynujące, a owa jego niezwykłość i nieprzewidywalność skupia się głównie na codziennych egzystencjalnych zapytywaniach o to, czy kłaść się spać od razu po pracy, czy może się wstrzymać i trochę zaczekać. Bo ja mam chyba odwrotnie niż takie przykładowo niedźwiedzie brunatne i w sen zimowy zapadam na wiosnę. No już taki jakiś dziwny wybryk natury jestem, co zrobić.
    Ale do tego spania wracając, to muszę Wam powiedzieć, iż ostatnio nawiedzają mnie sny, których znaczenia nie mogę samodzielnie zinterpretować. Bo przykładowo ostatni sen, jaki sobie wyśniłam, to w głównej mierze opowiadał o tym, że mnie przez pół jakiegoś pola szczerego gonił mężczyzna z siekierą w dłoni jednej (nie wiem, co w drugiej miał, bo się aż tak nie przyglądałam). Pojęcia nie mam dokładnie, jakie owy dżentelmen miał zamiary, ale domniemywam, że zbytnio przyjazne to one nie były, skoro żem uciekała. No chyba, że źle interpretuję. Trochę mnie mimo wszystko zastanawia po dziś dzień, czemu owy mężczyzna zamiast siekiery nie trzymał chociażby bukietu róż, albo jakiegoś pierścionka zaręczynowego. Tak jakoś na chłopski rozum byłoby logiczniej, a nie że od razu z siekierą. Kurcze, nie wiem, może ja staroświecka jestem i od mężczyzn oczekuję nieco zapomnianych już oznak zainteresowania. W każdym bądź razie sen zapamiętałam, gdyż taki był lekko intrygujący. Ten mężczyzna w zasadzie. Za bardzo wprawdzie mu się nie przyglądałam, gdyż musiałam akuratnie uciekać, ale fakt faktem, że biegnący za mną facet, to widok niezwykły. Nawet we śnie.
    Ale tak sobie teraz myślę, że może to sen był proroczy, co? Nie oczywiście w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo aż tak szalona nie jestem, ażeby pragnąć, aby mnie ganiał po jakimś wygwizdowie psychol z siekierą w ręku, no ale coś może być na rzeczy. W sensie, że wiecie… Coś się kroi. ;) (Ja to se zawsze wszyściutko potrafię wmówić).
    A tak poza tym, to za mąż nie wyszłam, dzieci nie porodziłam, zdrowa jestem w miarę, choć stale obserwuję regres psychiczny.  Że tak jakby się cofam w rozwoju, ale to naturalne, że człowiek z wiekiem nieco dziwaczeje, bo go życie przygniata, czy jakoś tak. ;)
    Dobra, a teraz szykować się, bo do Was idę zobaczyć, jak się komu tam powodzi.