Comeback :)

    O jacie kręcę… Ile tu kurzu, pajęczyn i wielgachnych pająków łażących po podłodze. Człowieka chwilę nie ma i wszystko aż takiej dewastacji zostało poddane.  A posprzątać to się już nikomu nie chciało, co?  Pięknie. ;)
    Pewnie niektórzy się zastanawiali, gdzie byłam, jak mnie nie było. Otóż powody mojej nieobecności w wirtualnym świecie są śmiertelnie nudne i pozbawione emocji, toteż zgodnie przyjmy, iż mnie nie było, gdyż:
1. Porwał mnie arabski szejk i obezwładniony mym niezwykłym urokiem osobistym, czarem i powabem przetrzymywał w haremie wraz z swoimi 836644802 żonami (ale i tak mnie wielbił najbardziej).
2. Szukałam sensu życia i własnej egzystencji w puszczy amazońskiej żywiąc się bananami i pomieszkując na drzewach. Zaprzyjaźniłam się z małpą Czikitą i samym Tarzanem.
3. Zapadłam na tajemniczą chorobę, a po cudownym uzdrowieniu przez boskiego latynoskiego lekarza Alvaro Carlosa Don Luisa Pablo Juana Garcię Montenegro, wpadłam pod pędzącego dżipa zazdrosnej o lekarza Marii Lucecity Antonii Palomy Cucarachy i w wyniku tegoż nieszczęśliwego wypadku straciłam pamięć na amen. Że amnezję miałam w sensie.

    Dobra, to ja tu trochę posprzątam, ogarnę, odkurzę, a Wy tymczasem piszcie, co się komu urodziło, bo przyznaję, że straszliwe mam zaległości. :)