Życie erotyczne kur, czyli co mężczyźni widzą w kobietach ;)

    Takie powszechne panuje przekonanie, iż to samce kury domowej (czyli koguty w sensie) dobierają odpowiednie dla siebie partnerki. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości fakt ten mija się z prawdą, gdyż to samice kury domowej (kury w sensie) w większym stopniu dobierają sobie samca, czyli koguta. I co najciekawsze, przy wyborze koguta, kury stosują bardzo surową selekcję. Koguty charakteryzujące się matowym, pozbawionym blasku upierzeniem, czy też słabym, piskliwym głosem, nie mają wielkich szans na znalezienie partnerki do produkcji jaj. (?)  Wyjątkową popularnością natomiast wśród samic kury domowej cieszą się te koguty, których pióra posiadają wysoki połysk, żywe kolory, a ich głos jest głęboki i donośny, ponieważ wszystkie te cechy są w stanie zapewnić kurze jurnego samca, który z kolei zapewni jej dobrej jakości jaja.  Fascynujące doprawdy… ;)

    Oj no bo ten… taki artykuł czytałam i tam mnie między innymi napisano o tych kurach i kogutach. I mimochodem wspomniano, iż życie erotyczne kur i kogutów, to może mieć pewne powiązanie z życiem ludzkim. To w związku powyższym zaczęłam  temat ten zagłębiać i jego sensu większego dociekać. I dociekłam do tego stopnia, że ja już nie wiem, czy mnie się chce dalej z mężczyznami obcować. ;P
    Bo tak… Jeśli do tej pory myślałyśmy (do babek się zwracam), że mężczyźni się nami interesują, gdyż ich nagle szalona namiętność ogarnie, a uroda zniewoli, to muszę Wam (i samej siebie) z przykrością oznajmić, iż nie do końca może tak być. Znaczy się, że ależ i owszem, wygląd zewnętrzny jak najbardziej się liczy, tyle że podobno w mniejszym stopniu znaczenie ma bezinteresowne poczucie piękna danego mężczyzny, a górę bierze biologiczna użyteczność kobiety, świadcząca o jej płodności. Cała rzecz oczywiście rozgrywa się podświadomie, ale rozgrywa się mimo wszystko. Dokładnie tak samo, jak w przypadku kogutów i kur, tylko nieco na odwrót. Nie wiecie, o co mnie chodzi? No to już szybciutko tłumaczę na wybranych na prędce przykładach:

  • Jak się okazuje, mężczyźni nie zachwycają się kobiecymi włosami od tak sobie, a między innymi dlatego, że piękne, gęste i wyjątkowo błyszczące włosy dają im do zrozumienia, że ich właścicielka jest zdrowa, a co za tym idzie, potencjalnie jest w stanie narodzić im dużo potomstwa.
  • Tylko niewielkiej grupie mężczyzn podobają się naprawdę szczupłe chudzielce. Kobiety mające tu i ówdzie nieco więcej ciała, są pod względem biologicznej użyteczności dla mężczyzn atrakcyjniejsze, gdyż taka budowa gwarantuje, iż narodzone im dzieci będą silne i zdrowe.
  • Męska fascynacja kobiecym biustem żadną tajemnicą nie jest. Tyle że i w tym przypadku wszystko sprowadza się do podświadomych informacji dostarczanych mężczyźnie. Bo podobno im większe piersi, tym lepsze szanse na wykarmienie potomstwa, które kobiety będą w stanie im teoretycznie narodzić.
  • Dalej nie czytałam, gdyż zabiła mnie informacja, iż mężczyźni również fascynują się kobiecym biustem, bo kojarzy im się z czasem niemowlęctwa i karmieniem piersią. ;P

    W związku z powyższymi faktami, pragnęłabym publicznie tu oznajmić, iż od jutra będę się poruszała tylko i wyłącznie w takim tam szarym worku po ziemniakach i turbanie na głowie, ażeby Broń Boże żadem samiec gatunku ludzkiego nie określał, ile hipotetycznie jestem w stanie narodzić mu dzieci. Bo to jest przykre, Wam powiem. ;)
    Z drugiej zaś strony, jeśli kiedykolwiek zastanawiałyście się (znów do babek się zwracam), dlaczego Wasza koleżanka, której uroda jest w równym stopniu fascynująca, co upiora z Luwru, cieszy się niesłabnącym powodzeniem wśród płci przeciwnej, to odpowiedzią może być chociażby fakt, że używa ona dobrej nabłyszczającej odżywki do włosów. Także wiecie… zakupcie sobie dobry nabłyszczacz do włosów i powodzenie gotowe. A z jakich powodów, to już przecież nie jest zaraz takie istotne. ;)

***
Powyższy tekst powstał w oparciu o badania psychologów amerykańskich i nijak się ma do własnych obserwacji autorki, która bladego pojęcia nie ma o kogutach, a o mężczyznach już nawet nie wspominając. ;)

Wróżka prawdę ci powie…

    No mówię Wam, że jak byłam do tej pory sceptycznie do wszelkiej maści horoskopów i wróżb nastawiona, to od chwili obecnej nie ośmielę się już ani jednym negatywnym słowem w stosunku do nich wypowiedzieć. Bo jakiem sobie dorwała taki poczytny tygodnik dla kobiet, co to on się nazywa „Przyjaciółka” i dojrzała swymi oczami horoskop, który dla mnie tam sporządzono, to do zadumy wielkiej siłą rzeczy musiałam się uciec. No bo patrzcie:

SZCZELEC

    ” Naprawdę trzeba być ślepym i pozbawionym rozumu, żeby się w tobie nie zakochać. W jednej chwili zamieniasz ponury wieczór w słoneczny poranek. Twój uśmiech leczy, a twoje oczy zaczarowują zimę w lato. Podejrzewam w dodatku, że jesteś obdarowana szczęśliwym przeznaczeniem. Masz dar: pocałujesz żabę – zamieni się w księcia. Tak zresztą odkryjesz swoją przyszłość. Wśród żab jest przecież wielu zaklętych książąt. Jeden z nich jest tylko dla ciebie. Może być schowany nawet w najbrzydszej ropusze.”

   Naprawdę, jakie to jest niepojęte i niezwykłe… No bo taki astrolog, co to sobie zwyczajnie luknie w gwiazdy, karty, czy jaką tam kulę, to potem z niezwykłą precyzją, dokładnością i przecież w 100% najszczerszą i najprawdziwszą prawdą nakreśli psychologiczny obraz człowieka, którego nie zna. Mnie w sensie. :P
    Oczywiście ja, jako osoba z gatunku tych analizujących i wszystko poddających głębszym przemyśleniom, po uprzednim przeczytaniu horoskopu jedyne 876445329003 razy, doszłam do zaskakujących wniosków. I są one mniej więcej takie, że:

  • Powinnam sobie horoskop ten wydrukować i rozdać ludności cywilnej w promieniu 12300 km.
  • Dodawać go w specjalnym załączniku do każdego CV.
  • Wysłać bukiet kwiatów panu astrologowi Ryszardowi Zawadzkiemu za to, że w końcu odważył się zaprezentować światu mą niezwykłą moc.
  • Odszukać ropucha, następnie go pocałować i czekać na przemianę  w cudnego księcia.
  • Zarąbać astrologa, gdyby zaszła taka możliwość, iż ropucha nie będzie, bądź też będzie, ale się nie przemieni.

    Powiem Wam, że do tego stopnia żem się wzruszyła horoskopem, co mi go sporządziła „Przyjacółka”, że sobie chyba ze trzydzieści innych w internecie wyszukałam. I w każdym napisano, że ten rok, to będzie dla mnie przełomem nad przełomy, że niezwykła jestem niewiasta i w dodatku okrutnie niedługo bogata.  A w niektórych, to mnie jeszcze namawiano, żebym się osobiście zapytała jakiejś wróżki, co moc posiada magiczną, o mężczyznę, który u mych stóp zlegnie. Za jedyne 10 zeta za minutę połączenia na 0700, ale kto by się piniędzmi w takich życiowych momentach przejmował. Znaczy nie dzwoniłam jeszcze, ale jak mnie za 10 lat przypili, to kto wie. ;)
    Pomimo, iż lekkie sobie urządzam śmichy chichy w tym miejscu, to przyznaję otwarcie, że taki horoskop, to nie jest głupia rzecz. Bo jak sobie człowiek tak przeczyta, jaki to on jest niezwykły i wspaniały, jak te chłopy w niedalekiej przyszłości do stóp zaczną mu stadami padać, jak pieniądze z nieba lecieć i jak mu się w ogólnym żyć będzie szczęściu i dobrobycie, to potem chodzi cały dzień, jak na jakichś dobrych prochach. Spróbujcie. :)

    A w ogóle, to chciałam się zapytać, kto z tu obecnych również wywodzi się spod znaku Szczelca? No bo chciałabym się tak orientacyjnie zorientować, w jakich rejonach kraju ewentualnie miałabym konkurencję, co to też na ropuchy zacznie elegancko polować. Żeby tak wiecie… nakreślić jako takie humanitarne zasady owych polowań i wzajemnej konkurencji. Nie żebym jakaś zawistna menda była, tak tylko zapobiegliwie pytam. ;)

Idę, aczkolwiek wrócę. :)                                                                                                                                                        

Rozpoznaj w sobie świra ;)

    Oj bo tak… W pierwszej chwili, coby się nieco w Waszych oczętach zrehabilitować i wyjść na osobę niesłychanie zajętą i z tegoż tylko powodu blog zaniedbującą, to chciałam nakłamać, że:

  1. Zatrudniłam się w instytucie naukowym i opracowuję pierwszą w świecie szczepionkę na głupotę ludzką.
  2. Wyjechałam do puszczy amazońskiej w poszukiwaniu nieodkrytych jeszcze gatunków nietoperza białego.
  3. Zostałam doradczynią Prezydenta Cholera Wie Której Już Rzeczpospolitej w sprawach kobiet.
  4. Poświęciłam się w pełni garncarstwu glinianemu.
  5. Otworzyłam sieć sklepów, w których sprzedaję swoje wypieki.

    Tak, tak… chciałam to wszystko Wam wmówić, ale doszłam do wniosku, że w tak oczywiste rzeczy i tak mi prawdopodobnie nie uwierzycie, to się przyznam bez bicia, że najzwyczajniej w świecie się opierdzielam. I się przyznam jeszcze do tego, że taki zwierz, co to się zowie leniwcem, to przy mnie wydaje się być tytanem pracy. I się przyznam jeszcze, że gdyby podstawowe procesy życiowe nie były uwarunkowane same przez się, to też by mi nie chciało się ich wykonywać. Taka jestem leniwa. Jak pieróg.
    Ale ja i tak nie o tym chciałam…
    Jak zapewne wiecie, gdy się człowiekowi nudzi, to mu gupie pomysły do głowy przychodzą i se zaczyna rozwijać najróżniejsze zainteresowania. Takie, jak przykładowo fascynacja seryjnymi mordercami, tudzież psycholami, psychopatami, czy też naukowo mówiąc poparańcami. I ja sobie to wszystko rozwijać zaczęłam, bo tajemnicą żadną nie jest, że umysły wcześniej wspomnianych przyjemniaczków są niezwykle fascynujące. W chwili obecnej jestem na etapie rozpoznania takiego psychopaty, czyli dokładniej mówiąc na symptomach psychopatę określających. I powiem Wam, że trochę mnie te symptomy zaniepokoiły, gdyż może zachodzić drobne prawdopodobieństwo, iż niektóre z nich, a dokładniej mówiąc wszystkie, spełniam w 100%. Bo tak:

  1. Każdy szanujący się seryjny morderca posiada zwierzęcie domowe bądź też roślinę zieloną, którą kocha i pielęgnuję (kot się nazywa Tosia, a kwiat Artur i kocham go ponad życie, gdyż wyznaje zasadę: „Nie piję, a żyję”),
  2. W pełni identyfikuje się z dowolnie wybraną postacią nim niebędącą (swojego czasu wspominałam o Koziołku Matołku, co nie? ;),
  3. Wykazuje silne skłonności ku podpaleniom i ogólnej fascynacji ogniem (kilkanaście zjaranych garnków, misek, ścierek kuchennych, sufitu, jak również obrusów i własnych włosów, piromana pierwszego gatunku ze mnie nie czyni, ale zawsze coś),
  4. Jako dziecko przejawia pierwsze, choć nieco ukryte, skłonności ku agresji (tak, wiem… złapanie Wojtka kolegi klasowego za uchwyt od tornistra i pchnięcie go następnie na płot pani Uszczykiewiczowej do szczególnych zasług nie należy, aczkolwiek nadal tłumaczę, iż w pełni zasłużył),
  5. W dzieciństwie wykazuje inne zainteresowania, niż jego rówieśnicy (czy to, że zdarzało mi się bawić na cmentarzu i od czasu do czasu pierdyknąć na kartce wielki czarny kościół, to się liczy?),
  6. Otoczenie postrzega go jako niezwykle zrównoważonego, stabilnego, cichego,  skromnego, wyważonego, spokojnego i do granic przyzwoitości normalnego człowieka (a niech ktoś tylko się ośmieli jedną z wymienionych cech mi ująć ;)
  7. Są piekielnie inteligentni (a to tu wiadomo) :P

    Widzicie więc, że sprawa jest poważna, aczkolwiek myślę, że panikować nie należy. Wszak w każdym z nas mieszka demon, a grunt to się z nim zaznajomić i okiełznać (tak mi napisali w takiej tam mądrej książce, to Wam przekazuję).
  
     To ja już chyba pójdę, co? :)

 

A takie tam zwierzenia…

    Wzięłam i przyszłam. A wzięłam głównie z tegoż powodu, iż chodzą słuchy po internecie, że się obijam, co jest nieprawdą rzecz jasna, gdyż się wcale nie obijam, a po prostu cierpię na ciężką i trudną do wyleczenia przypadłość, co to ludzkość zwykła na nią mawiać lenistwo. Tak. Lenia mam okrutnego, żadnej większej motywacji do czynności pozażyciowych (?) oraz kompletny zanik weny twórczej. Jeśli więc ktoś spodziewał się zastać w tym miejscu filozoficzno-egzystencjalno-moralno-naukowo-inteligenty tekst, no to będzie nieźle rozczarowany. ;)

    A zatem tak…
    Cierpię ostatnimi czasy wielce gdyż:

  1. W czasie ferii zmianie uległy godziny mojej pracy i od dziś muszę nastawiać budzik na sam środek nocy, czyli godzinę 7.30. Co prawda, potem przestawiam go o 10 minut, potem jeszcze o 10 i jeszcze o kolejne 10, co skutkuje tym, że chwilę później biegnę sobie do pracy. Nie ma jednak co tak bardzo narzekać, bo jak mówi stare, ludowe porzekadło: „Jogging z rana, lepszy niż śmietana”. :P
  2. Na świetlicę przybyło jedno nowe dziecko, które zowie się Gabryś i Bóg mi świadkiem, że gdyby kiedykolwiek jakikolwiek reżyser zapragnął nakręcenie filmu „Omen 4″, to ma odtwórcę głównej roli, jak talala.
  3. Eric Bana wciąż nie rozwiódł się z żoną. (Wiem, słabe to, ale chciałam nadać swojemu życiu nieco większej dawki dramatyzmu). :P

    Z wiadomości takich jeszcze ciekawych, to Wam powiem, iż znów rozpoczęłam serię rozgrywek w Monopol i oczywiście wykosiłam wszystkich. Stało się tak głównie z tego powodu, iż obrałam siebie bankierem, a ci, jak wiadomo, dostęp do kasiory mają nieograniczony. W fachowym, ekonomicznym języku mówi się na to „dodruk piniądza”. ;P Wiem, karygodne to i godne potępienia, ale niechaj pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie oszukiwał podczas gry Monopol. ;) W ogóle, zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak gra w Monopol zmienia ludzi w wyzute z wszelkich uczuć bestie? No bo przecież jakaż to satysfakcja człowieka przeogromna ogarnia, kiedy jakaś oferma wlezie mu na cały wykupiony przez niego najdroższy plac, na którym ma poustawiane różniaste domki i hoteliki (które sobie od czasu do czasu buchnie nielegalnie z banku) i w konsekwencji musi mu wypłacić wszystkie swoje oszczędności, posprzedawać działki i dodatkowo zaciągnąć kredyt? Noż piękne to uczucie, powiadam Wam, piękne. ;P
    A na koniec to rzucę jeszcze, że dojrzałam do poważnej decyzji, gdyż sobie postanowiłam upiec ciasto. W chwili obecnej czekam już tylko na natchnienie. Trochę go co prawda  nie widać, ale mówię dzwonić nie będę, bo co mam być natrętna. Jak przyjdzie, to będzie i wtedy zadziwię wszystkich domowników, którzy zjawią się po trudach pracy, swym zapewne nieziemskim wypiekiem. No, pod warunkiem, że będą jeszcze mieli, gdzie wrócić, ale bądźmy wszyscy dobrej myśli. ;)

To ja idę, a Wy się trzymajcie. :)

UPS… I did it again! ;)

    Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że taki zawód kuriera, to musi być trudny? I że taki kurier to musi się cechować ogólnym rozeznaniem, jeszcze większą wyobraźnią i przede wszystkim umiejętnością porozumiewania się z ludźmi? Ja się nigdy nie zastanawiałam. Do teraz. Gdyż ponieważ zachodzi małe, naprawdę niewielkie, podejrzenie, że być może przez przypadek, zupełnie niechcąco, przez swoje niezwykle błyskotliwe wypowiedzi spowodowałam trwałe uszczerbki na psychice takiego właśnie kuriera. Bo tak…
    Śpię sobie.  Naraz budzi mnie telefon. No to niczym amerykański żołnierz piechoty morskiej czołgam się do niego i pytam:
- Taak, słucham?
- Dzień dobry. Czy pani Marta G.?
- Yyyy… (Po chwili zawahania i ogólnego zawieszenia w czasie i przestrzeni)…Tak. Przy telefonie.
- Jestem kurierem UPS. Zaraz u pani będę.
- YYY…  Kurierem? UPS? Zaraz? U mnie? (Kto pyta, nie błądzi :P )
- Tak, tylko musi mi pani powiedzieć, gdzie pani mieszka dokładnie.
- Yyy… Gdzie mieszkam? (No w domu przecież – logiczne)
- Tak, bo prawie dojechałem, a nie wiem, gdzie dokładnie skręcić.
- Yyy… Yyy…Y… Jak wyjedzie pan na prostą, to po prawej jest duży biały dom, po lewej jakby taki lasek i yyy… trzeba skręcić w lewo. Tak, w lewo. Przed nim. Skręcić. Tak.
- Lasek?
- No cmentarz w zasadzie.
- Cmentarz?
- No w zasadzie to już nie cmentarz.
- To gdzie mam skręcić?
- Przed tym… yyy… yyyy…. cmentarzem?
- A widać jakąś drogę?
- Yyy… Tak.
- Ja nie widzę.
- A bo to się trzeba przyjrzeć. (Wyjąć lupę i się kurna przyjrzeć)
- No to niech pani mi chociaż powie, jaki kolor ma dach pani domu? (Równie dobrze mógł się zapytać o najnowsze notowania spółek giełdowych. Wszystkich naraz).
- Yyy… nie wiem….yyy… szary?  (założę się, że też nie wiecie :P )
- Dobrze, właśnie się dopytałem kogoś na ulicy. Już znalazłem. Wjeżdżam na podwórko.
- Do mnie? (Nie, do królowej angielskiej)
- Tak. Już jestem pod domem.
(O w mordę! O w mordę jeża! Kurza twarz! O rany julek! Ja pierniczę, przecież JA JESTEM NIE UBRANA!).
Się ubrałam. W całe 3 sekundy. Tak kolorystycznie dobrałam se wierzchnie nakrycie, że choinka bożonarodzeniowa, to przy mnie się wydawała szara i bezbarwna. I sobie po chwili spojrzałam na tego kuriera, co pojąć nie mógł, gdzie Marta mieszka. No naprawdę. Może jakieś systemy nawigacji powinni im rozdawać, czy co? ;)

***

Aha… Bo zapomniałabym… Chciałabym z tego miejsca serdecznie pozdrowić wszystkich kurierów w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem pracowników UPS. Fajne z Was chłopaki, tylko trochę takie zakręcone. ;P