Ogłoszonko ;)

***
Kinowy współoglądacz poszukiwany

    W związku z wystąpieniem nagłego zapotrzebowania, ogłasza się konkurs na  współoglądacza kinowego w specjalizacji thrillero-komediowacz, do którego głównych zadań należeć będzie:

  • towarzyszenie podczas wypraw do kina,
  • siedzenie obok w sali kinowej,
  • dzielenie się posiłkami spożywanymi podczas seansu filmowego,
  • inteligentna (bądź też nie) rozmowa na tematy związane z filmem i nie tylko,
  • wspólna ocena poziomu atrakcyjności aktorów.


Od kandydata oczekuje się:

  • rozsmakowania w gatunkach filmowych thriller/komedia,
  • dyspozycyjności podczas weekendów,
  • umiejętności spożywania posiłków bez siorbania, mlaskania, szurania torbami pochodzenia plastikowego,
  • nie wydalania z siebie dźwięków typu chrapanie podczas trwania seansu filmowego,
  • wytrwałości w oglądnictwie filmowym i braku chęci zasypiania podczas wspomnianej czynności,
  • podstawowej znajomości tematyki oglądanych w kinie historii, oraz całkowitego braku chęci wykazywania zapytywań z gatunku : „dlaczego ten psychopata wciąż żyje, skoro w ciągu ostatnich 30 minut zakatrupiono go 8 razy?”,
  • dobrej znajomości języka polskiego w mowie i piśmie, zwłaszcza podczas seansów w wersji z napisami.

Ponadto wymaga się, aby kandydat:

  • nie opowiadał filmu, jeśli go wcześniej już widział,
  • nie komentował oglądanych scen z częstotliwością co 2 minuty,
  • nie straszył podczas seansu,
  • zbytnio się nie rozpychał,
  • nie chichrał w najbardziej dramatycznych momentach filmu,
  • chichrał, jeśli film jest na tyle głupi i sam się o to prosi,
  • potrafił podać przynajmniej jeden tytuł swojego ulubionego filmu i krótko go uzasadnił,
  • lubił moje poczucie humoru, dziwny i momentami absurdalny dowcip oraz z lekka niecodzienny sposób bycia,
  • uważał, że jestem ogólnie fajna.

Płeć, wzrost, waga, kolor oczu i wyznanie nie mają znaczenia. Informuje się jednak, że wiek kandydata na stanowisko współoglądacza kinowego, powinien być na tyle zaawansowany, aby był on w stanie samodzielnie przeczytać pojawiające się na ekranie napisy oraz zrozumieć usłyszane w filmie dialogi.

Kandydatowi zapewnia się:

  • moc wrażeń
Zgłoszenia przyjmowane będą codziennie, o każdej porze dnia i nocy. ;)

***

P.S. A w ogóle, to jakie oglądaliście ostatnio fajne filmy, które z pełną świadomością moglibyście mi polecić? :)

Gorzkie żale ;)

    W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy zdaje on sobie sprawę z tego, że drzemie w nim demon. Że głęboko skrywane złe instynkty budzą się i z uporem domagają uwolnienia. Że przechodzi bezwładnie na ciemną stronę mocy i zatraca się w tym tak bardzo, że nie ma szans na powrót do normalności. Przestaje odróżniać dobro od zła, miłość od nienawiści, radość od smutku. Przestaje myśleć, widzieć, słyszeć i czuć. Zamienia się w… bestię.
    Wali mi. Wiem. Chciałam tak z lekka poetycko na wstępie polecieć. Z jakąś nutką grozy i strachu. Ale ja i tak nie o tym dziś miałam. Znaczy o tym, ale w wydaniu bardziej, że tak powiem wysmakowanym.
    Nie wiem, czy też tak czasem macie, że z nieukrywaną przyjemnością dorwalibyście jakieś konkretne osoby, przywiązali je do pali, wsadzili te pale w ognicho, odśpiewali i odtańczyli rytualne obrzędy, a na końcu w geście upojenia zawyli do księżyca? Ja mam tak od wczoraj.  Problem jednak w tym, że słabo śpiewam, więc cały ten spektakl straciłby na widowiskowości, a bez tego nie ma nawet co zaczynać. No a poza tym, nie bardzo chcę mieć kontakt z ludzkością, a tym bardziej z tą, o której tak tu fantazjuję.
    Kryzys mam jakiś chyba. I to nie przez nudę, ani lenistwo, a ogólnie przez środowisko ludzkie, które mnie otacza. Jestem cierpliwa i tolerancyjna. Wiem, że ktoś ma prawo mieć zły dzień i że komuś może coś nie pasować. Wiem, że ludzie mają prawo mnie krytykować, nie zgadzać się i pouczać, jeśli faktycznie widzą ku temu powody. Ale nie cierpię, gdy ktoś ze mną pogrywa. Gdy udaje, kręci, mota i kłamie. Niewyobrażalnie bardziej wolę, jeśli ten ktoś prosto z mostu powie mi, w czym problem i z łaski swojej na zawsze się odpierniczy. Bo ja nie potrzebuję fałszywych uśmiechów, ochów i achów skierowanych pod moim adresem, a już na pewno nie potrzebuję mieć wśród swoich znajomych takiej mendy społecznej, która z braku własnego życia, próbuje żyć moim własnym.
    No. To się nagadałam. Ale serio, niektórzy ludzie naprawdę potrafią mnie wkurzyć. Szczególnie ci, których niby się zna. Z drugiej jednak strony wiem też, że czasem najlepszym wyjściem jest pozostawienie ich samym sobie. Niech zatracają się w tym swoim bagnie, a ode mnie teraz i na zawsze i na wieki wieków się odtelepią. ;) Amen.

P.S. Aaaa… I nie zamieniam się w bestię. Jeszcze… :)
                                                                                                                                                 
                                                                                                                                                    

Oddam lenia w dobre ręce

    Jesień idzie, wiecie? Nawet ją lubię, ale zazwyczaj cierpię wtedy na potwornego lenia i wynoszącą prawie zero motywację do wszelkiego typu działań. Dzięki Bogu, że oddychanie jest procesem bezwarunkowym, bo pewnie i tego by mi się nie chciało. Tajemnicą też nie jest, że ewidentnie brakuje mi zajęć, którym mogłabym się poświęcić i w związku z powyższym nudzi mi się okrutniście. Gapienie się w ścianę, albo sufit, przestało dostarczać mi już ekstremalnych przeżyć, a pomysłów na nowe jakby brak. Chciałam co prawda poświęcić się czytelnictwu, ale pierwsza książka, którą chwyciłam, a która nosiła niebywale intrygujący tytuł  „Mister Casanova”, już po kilku stronach przestała mi się podobać ze względu na tego Casanovę właśnie. Bo ja już tak mam, że jeśli opis głównego męskiego bohatera nie przypadnie mi do gustu, to książki nie czytam. Bo i po co? Książkowy facet powinien być ładny i seksowny, a nie byle jaki przydupas. No przecież szkoda oczu dla takiego nadwyrężać. ;)
    Ale wracając do tej jesieni i braku zajęć, to nie wiem… może znaczki zacznę zbierać, albo kasztany? A co Wy robicie w jesienne długie wieczory, żeby Wam się nie nudziło?
    No a poza tym wszyscy w domu zdrowi. ;) Wena twórcza trochę mi pierdzielnęła ostatnimi czasy, toteż  pomysłów na bardziej głębokie teksty nie mam. W dodatku doznałam dziś porażenia i ogólnego szoku, albowiem widziałam gołego Harry’ego Potter’a. Serio. Na takiej plotkarskiej angielskiej stronie go zobaczyłam i do tej pory pozbierać się nie mogę. Widok nagiego czarodzieja, co to on do tej pory w okularkach z magiczną różdżką popylał i ogólnie dziecięciem był, do szczególnie łatwych przeżyć nie należy. Kutwa, ale wiecie, co? Albo ta młodzież obecnie szybciej dojrzewa, albo rzeczywiście ten mały zna jakieś czary. ;)
    Co tam jeszcze… Aaa… Migdalanci wczoraj wrócili, czyli moje ambitne plany, co do powołania pierwszego w Polsce gospodarstwa agroseksualnego znów nabrały sensu. W chwili obecnej szukam wspólników. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to podanie i 3 zdjęcia słać na maila. Aha, a jeśli ktoś nie bardzo orientuje się co za zwierz to moje gospodarstwo agroseksualne, to zapraszam TU.
    I to by było chyba na tyle. Należy spodziewać się, że w najbliższym czasie będzie mi waliło na dekiel jeszcze bardziej niż do tej pory, bo to wiadomo, że gdy człowiekowi się nudzi, to mu rożne głupstwa do głowy przychodzą. Dowód prezentuję poniżej…

Z cyklu „Dać dziecku aparat”…

  
    Moje drugie „ja”. :P

***

DODATEK SPECJALNY
Kasia, dla Ciebie…
cipendejlsy ;)

 

Kala, dla Ciebie…

Słuchajcie uważnie dziewczynki i chłopaczki,
dziś urodziny mej nowej siostry bliźniaczki.
W te pędy zatem składamy Jej życzenia
i życzymy ich natychmiastowego spełnienia.
Wielu chwil szczęścia i radości,
więcej uśmiechów niż złości.
 Milionów w portfeliku,
męskich piersi bez liku.
Nocy upojnych do białego ranka,
i jajecznicy w formie śniadanka.
Niech cały świat się zatem weseli
z urodzin niesamowitej gazeli!!!

 

Kalcia, wszystkiego najlepszego!!!   martini 

O zaletach bycia mężczyną, albo o trudnościach bycia kobietą

    Czy oczy są częścią twarzy? No jakby nie patrzeć są, nie? No właśnie. A na zakupionym przeze mnie ostatnio żelu do mycia twarzy, tłustą czcionką podkreślono, że twarz nim należy myć pomijając okolice oczu. No jasna cholera! Oczy to twarz przecież! Czemu więc pomijać tą część twarzy, skoro żel jest do twarzy, a oczy to twarz? To Wam powiem, że od dziś już wiem. Ale jak to mówi stare ludowe porzekadło: co nas nie zabije, to nas wzmocni, no nie? Luz.
    A czemu ja tak w ogóle o tym żelu do twarzy… A bo jak mi z rana prawie od niego oczy wypaliło, to mnie naszła pewna refleksja. Wiadomo przecież nie od dziś, że człowieka w chwili zagrożenia życia, to na głębokie przemyślenia zbiera. No więc, ta moja refleksja to jest taka, że facetom w życiu jest lżej. I nawet nie chodzi o to, że nie muszą się zmagać z kosmetykami, co to one czyhają na ich życie. Nie. Ogólnie im łatwiej. Toteż w związku z powyższym, dzisiejszy post (wiem, wiem zaskoczę Was niesamowicie) poświęcę mężczyznom. No a dedykuję go rzecz jasna żelowi do mycia twarzy, bez którego żadne tu napisane słowo, nie miałoby miejsca. ;)

       Przygotowałam w punktach wymienione główne powody i dowody na to, że bycie mężczyzną posiada sporo zalet. Nie wiem jeszcze, czy jest ich więcej niż tych na  bycie kobietą, (bo mężczyzną nigdy nie byłam i chwilowo nie planuję), ale mimo wszytko zalet znalazłam sporo. Niektóre z nich prezentują się następująco:

  • nie mają okresów i PMSów (wiem, Bóg był łaskawy i oszczędził im czegoś, od czego prawdopodobnie by umarli),
  • nie zachodzą w ciążę (wiem, Bóg był łaskawy…)
  • nie muszą golić nóg (tak, Bóg…)
  • mówi się, że z wiekiem „dojrzewają”, podczas gdy my się „sypiemy”,
  • gdy jegomość grubo po 60-tce przygrucha sobie gorącą 20-tkę, to jest „kozak”, podczas gdy 60-latka przygrucha sobie 20-latka, to jest „zboczone próchno”,
  • nie muszą się zastanawiać, czy jak Mariola im powie, że są grubi, to naprawdę są, czy może ona to powiedziała, bo sama jest gruba i woli myśleć, że oni są, a nie ona,
  • nikt im nie wmawia, że skoro są ładni, to muszą być bezdennie głupi,
  • nie muszą codziennie wcierać w siebie: balsamu nawilżającego, balsamu antycellulitowego, balsamu ujędrniającego do ud i pośladków, balsamu ujędrniającego do szyi i biustu, kremu zmiękczającego do stóp, maseczki oczyszczającej, kremu nawilżającego, kremu przeciwzmarszczkowego i żelu do twarzy wymagającego pomijania okolicy oczu,
  • gdy do 50-tego roku życia „zaliczą” 846 partnerek, to są „playboyami”, podczas, gdy kobieta mająca w tym samym czasie 8 partnerów jest już … (wiadomo),
  • gdy do 40-tego roku życia nie mają żony, to są „wiecznymi kawalerami”, podczas gdy kobieta jest już „starą panną”,
  • nikt nie wymaga od nich, aby zawsze byli piękni, młodzi i szczupli,
  • nikt nie wymaga od nich, aby umieli jednocześnie pracować, zrobić zakupy, ugotować obiad, podać kapcie, podać gazetę, pozmywać, poodkurzać, umyć okna, zaprowadzić dziecko do szkoły, odebrać dziecko ze szkoły, odrobić z nim lekcje, no a wieczorem przeobrazić się jeszcze w boginię seksu,
  • mogą szczać pod drzewami w miejscach publicznych, latem chodzić bez koszulek i bezkarnie trzymać pilota od telewizora przez kilka godzin dziennie. ;)

    Żeby jednak nie było… To nie jest tekst wymierzony bezpośrednio w kierunku mężczyzn. Nie. Właściwie nie wiadomo, w czyim kierunku jest. W ogół społeczeństwa? W kulturę? Historię? Tradycję? Nie wiem. Pewnie we wszystko po trochu. „Być kobietą, być kobietą…” śpiewała kiedyś Alicja Majewska. Fajnie jest być kobietą, tylko nieraz to tak cholernie trudne.

    Aaa… bo zapomniałabym o najważniejszym. Dziś, na znak protestu i woli sprzeciwienia się powszechnie panującym opiniom,  NIE OPUŚCIŁAM DESKI KLOZETOWEJ W ŁAZIENCE. I jutro też nie zamierzam. :D

De End :)

Historie z dzieciństwa w kupę zebrane

    O mężczyznach było? Było. O seksie poniekąd było? Było. No to teraz będzie o tego wszystkiego konsekwencji. A dokładniej rzecz biorąc to o konsekwencji, co to ona się urodziła w grudniu po południu, roku niedawnego. :P Że o mnie znaczy. Albowiem nadszedł moment, żebym podzieliła się ze światem historiami ze swojego niebywałego dzieciństwa. Dodam, że historiami wybranymi, bo więcej ich nie pamiętam, a i tak za wszystkie żałuję. ;) Gotowi? To lecimy.

1. „Koko gdak, koko gdak, ja nie znoszę jajek, tak???”

   Góra ze 4 lata miałam. Porozwalawszy zabawek po całym pokoju obiektywnie stwierdziłam, że pierdzielę i nie sprzątam. Kolejne upomnienia mamy i babci kończyły się atakami histerycznego płaczu i tarzaniem po podłodze. Moja mama, mając na uwadze poskromienie złośnicy, zdecydowała się na niezwykle skuteczną metodę wychowawczą.  Nie krzyczała, nie straszyła i nie karała. Wyjęła jedynie z lodówki jajo kurzeńcze, położyła ukradkiem za mną i powiedziała, że tak się darłam, że aż z tej złości jajko zniosłam. I powiem Wam, że jak się wcześniej darłam, to po tym odkryciu wyłam niczym kojot do księżyca. A potem jeszcze z dobre 3 dni chodziłam oglądając się za siebie w poszukiwaniu jajek, które rzekomo znoszę. Dzięki, mamo! ;)

2. „Raz, dwa, trzy, błotną kulą dostaniesz ty.”

   Miałam taką sąsiadkę,. Się ona nazywała Beata. Trochę jej nie lubiłam, bo ona z natury była kłamliwa i zawistna. W dodatku zazdrosna o mój różowy traktorek, co go dostałam w prezencie. No więc, ażeby nieco ukarać Beatę za te wszystkie jej złe uczynki, które w stosunku do mnie popełniała, wymyśliłam zabawę polegającą na rzutach błotnymi kulami. Jako dziecko cwana byłam i wiedziałam, że zaprosić Beatę do jakiejkolwiek zabawy polegającej na trafieniu przeciwnika błotną kulą, jest idealnym rozwiązaniem, gdyż ona miała wtedy wadę wzroku i nosiła grube okularki. (Przypominam, że byłam małym dzieckiem i nie odróżniałam dobra od zła. :P) O wynikach błotnych potyczek nie muszę chyba szczegółowo informować. No może tylko powiem, że Beata po pewnym czasie przestała się ze mną bawić.

3.”Mamo ja nie jestem Edek i nie zarąbałam tych kredek.”

    To był mój drugi dzień w przedszkolu, a już pierwsza kradzież na tak szeroką skalę. Pamiętam jak dziś, że wszystkie dzieci rzuciły się do nowych zabawek, które wypełniały jedną z sal, natomiast ja nie. Ja stałam jak zahipnotyzowana i patrzyłam… Nie na miśki, nie na lalki, nie na klocki, nawet na rowerek nie spojrzałam, a jeno na cały pęczek kolorowych, lśniących, zatemperowanych kredek. O matko, jak ja ich wtedy pragnęłam! A że już jako dziecko wiedziałam, że pragnienia z reguły należy zaspokajać, to sobie te kredeczki elegancko upchnęłam w worku na kapcie i wyniosłam do domu. Wszystkie. Potem pod stołem w babcinym pokoju poddawałam je czynnościom przepakowywania do momentu, aż się w nim pojawiła moja rodzicielka. Nakazała mnie oddać kredki ze skutkiem natychmiastowym, czyli dnia następnego. Oddałam. Ale nie wszystkie. :]

4. „Rozglądajcie się dokładnie, bo zaraz ktoś mnie ukradnie.”

    Dzieci lubią klepać babki z piasku. Ja też lubiłam. Ogólnie lubiłam bawić się na podwórku, bo to dawało mi większe możliwości własnej ekspresji. Problem jednak w tym wszystkim był taki, że cierpiałam na manię prześladowczą. Wmówiłam sobie, iż jestem tak wspaniałym, cudownym i niezwykłym dzieckiem, że cała ludzkość nie robi nic innego, jak tylko marzy, żeby mnie porwać. Serio. Non stop któryś z domowników musiał mnie obserwować (czytaj: pilnować), a jak tylko znikał z mojego pola widzenia, to ja znikałam z podwórka. Uff, przeszło mi.

5. „Szykujcie papier, kredki i stół, narysuję wam kolejny kościół.”

    A tu to akurat nie ma co za bardzo opowiadać. Kościoły, kościoły i jeszcze raz kościoły, wypełniały moje bardzo młodzieńcze lata. Rysowałam je na wszystkim i wszędzie. Duże, małe, z wieżyczkami, witrażami, z ludźmi, bez ludzi. Full serwis.
    Hmm… Moja obsesja na punkcie kościołów nieco później też dała o sobie znać, kiedy to nauczyłam się na pamięć wszystkich kwestii wypowiadanych przez księdza podczas Mszy, łącznie z elementami śpiewanymi. Ba! Nawet ze 3 razy ośmieliłam się odprawić calusieńką Mszę dla lalek i misia.

6. „Co się dzieje z moją kończyną? Boli mnie, a jestem maszyną.”

    Aż się boję normalnie o tym gadać. Bo to było tak… Każde dziecko ma swojego idola. Postać, z którą się utożsamia, którą podziwia i którą chce niejako naśladować. Ja też miałam. Robocopa. Uwielbiałam tą jego lśniącą powłokę, siłę i wrażliwą duszę, którą skrywał pod kupą żelastwa. W dodatku był niesamowicie odważny i zawsze dawał popalić złoczyńcom i wszelkiej maści bandytom. No kochałam go po prostu. Ta fascynacja Robocopem była na tyle duża, że uwierzyłam, iż sama też jestem cyborgiem. Poważnie. Nie trwało to długo, ale myślałam, że całe moje ciało od środka wypełniają plątaniny kabli, śrubki, wkręty i smar.  Myślałam, że zamiast organów posiadam metalowe części, a w żyłach płynie mi zielonkawa substancja. Niestety, moje przeświadczenie o własnej ponadludzkiej postaci skończyło się w momencie skaleczenia. Bo z rany leciała mi KREW. Krew… ludzka, zwyczajna krew. Wielce byłam rozczarowana. Zresztą nie ukrywajmy, do tej pory jestem. ;)

Dobra. Pośmialiście się, to teraz Wasza kolej. Przyznawać się, jakie są Wasze grzeszki młodości? ;)


Z ciekawostek przyrodniczych…

 
Ja i On. Mikołaj Święty znaczy. Chciałam, żeby przyniósł mi parasolkę, a dziadu nigdy tego nie zrobił. :P

Senkju wery macz :D

    Stresa mam. Się normalnie boję wziąć i coś napisać. No bo kurka wodna, w życiu nie spodziewałam się aż tylu wejść na tą stronę, tylu odwiedzających i tylu komentarzy. Boszz… Ale szczerze mówiąc, to niezwykle przejęta jestem tymi wszystkimi pozytywnymi opiniami, które tu się pojawiły. Serio. Bo byłam pewna, że za ten promęski i procielesny momentami post, zostanę kamieniami obrzucona, do słupa jakiegoś przywiązana, albo jak ta Jagna z „Chłopów” na taczce gnoju wywieziona. A tu szok. Miło, kulturalnie i sympatycznie. Mówię Wam, niektóre komentarze, to sobie normalnie po dziesięć razy czytałam, żeby umocnić się w przekonaniu, że to naprawdę o mnie. Dziękuję. :))
    Ale wiecie co? Najbardziej to mnie się dusza radowała, kiedy czytałam, jak te wszystkie fantastyczne babki pisały, że mój tekst takiego smaku im narobił, że nie mogą doczekać się spotkania ze swoimi mężczyznami. No no. Jeśli wskaźniki przyrostu naturalnego po nocy z piątku na sobotę września 14-tego podskoczą gwałtownie do góry, to będzie wiadomo, czyja to zasługa. Martynki :D Kutwa! Toż ja zostanę matką chrzestną rocznika 2008! Prawie że matką narodu polskiego! :P  Haha. Roman Giertych może się wypchać teraz z tą swoją polityką prorodzinną. Kto tu jest bardziej skuteczny? A NO JA. To kiedy są te wybory? :P
    Dobra, bo żarty sobie takie głupie urządzam, a sprawa jest poważna. Po przeczytaniu tych wszystkich komentarzy i wymianie opinii, dochodzę do wniosku, że kobiety to są zarąbiszcze po prostu. A bo one w ogromnej większości naprawdę kochają facetów. Nawet jeśli oficjalnie się nie przyznają, jeśli narzekają, od zwierząt chlewnych wyzywają, to i tak kochają. ;) Więc mężczyźni (tu apel do Was), zachowujcie się. Byle jak, ale zachowujcie. ;)
    To tyle na dziś. Idę obierać ziemniaki. Bo wiecie… Nawet taki Chuck Norris musi się od czasu do czasu przyziemnymi sprawami zajmować. Do następnego razu. :)

   

Aż dziesięć powodów, dla których kochamy chłopów ;)

    Że się nie da? Że niewykonalne? Że niemożliwe? Że żaden zdrowy na ciele i umyśle człowiek, znaczy kobieta, nie jest w stanie wymyślić 10 powodów, dla których babki kochają chłopów? A da się! Trzeba co prawda posiedzieć kilka dni w skupieniu ogromnym, poprosić o pomoc blogowe koleżanki, z zawziętością gapić się na film z półnagim Josh’em Hartnett’em biegającym po ekranie telewizora w celu wzbudzenia w sobie potrzebnych emocji i jakoś pójdzie. Moje Drogie i Drodzy, jeśli takowi tu trafiają, prezentuję Wam  w pocie czoła stworzone, częściowo wymyślone, nieco naciągnięte i ubarwione powody, dla których to mężczyźni wydają nam się boscy.
    Ale zanim do nich przejdziemy, tak słowem wstępu jeszcze, który to rozciągam niemiłosiernie, powiem, iż każda z nas kocha facetów za coś zupełnie innego. I tak Latkaa np. kocha chłopa swego za pośladki i jajka. Jajka smażone każdej niedzieli z ranka, rzecz jasna.  Last Angel za przewidywalność, że tak powiem, w sferze intymnej. Komarzyca z tego powodu kocha mężczyzn, że jej na bieżąco pozwalają być z wydarzeniami z kraju i ze świata. Aśka Beznaiwna, która romans w chwili obecnej nawiązuje korespondencyjny z Francuzem jakimś, co to jej stopy obiecał pieścić i całować, to kocha zapewne facetów za tą ich postępowość, która pozwoliła Francuzowi wyjść z propozycją łożenia na jego utrzymanie.  Natomiast Katarzyna… albo i nie powiem, za co Kasia mężczyzn kocha, bo mnie tu Onet cenzurę na blog walnie. :P

    Dobra. Koniec pierniczenia. 10 powodów odliczać czas zacząć…

1. Piersi
No co? Takie dziwne? ;) To sobie wyobraźmy teraz, jak ich te piersi prezentują się w lekko obcisłych koszulkach w kolorze bieli lub czerni… Albo, jak ich te piersi prezentują się, kiedy to ledwo co wylizą spod prysznica… Albo… Kutwa! Smaku tylko sobie narobiłam, więc czym prędzej przechodzę dalej. :P

2. Umiejętności kulinarne
Wbrew pozorom facet potrafi gotować. Może nie od razu trzaska wyrafinowanymi potrawami rodem z ekskluzywnej francuskiej restauracji, ale zmysł smaku posiada opanowany dobrze. Jajecznica zawsze mu wychodzi, co Latkaa potwierdzi, a Kasia przytaknie, że w ramach śniadania podana do łóżka może smakować wybornie. ;)

3. Przewidywalność
Że ich specjalnie do pewnych czynności lubieżnych namawiać nie trzeba, to tajemnicą żadną nie jest. Łatwy mężczyzna, to fajny mężczyzna, ale jeszcze lepszy ten, który lekko się opiera. Choć rezultat ostateczny i tak jest w zasadzie do przewidzenia. Tak mi dziewczyny powiedziały przynajmniej. ;)

4. Zdolności manualne
A mają te zdolności… Znaczy, że oczywiście potrafią się majsterkowaniem zajmować, naprawami jakimiś, dywanu trzepaniem…

5. Twardość ale miękkość
Co to ukrywać… Ta ich szorstkość, grubiaństwo i znieczulica, będąca przykrywką dla uczuciowej duszy, jest cholernie sexy, bo nic kobiet bardziej nie kręci niż wrażliwiec ukryty w ciele gbura. (Kalcia, przykład Shreka się kłania, no nie?)

6. Klapki na oczach
No nie ukrywajmy… Dla zakochanego faceta jesteśmy piękne, młode, zgrabne i powabne nawet zaraz po przebudzeniu, kiedy to fryzura nasza jest z gatunku „król lew powraca”, a z wyglądu bardziej przypominamy członka rodziny Adamsów niż sexbombę.

7. Humor
Dziwny nieco mają, trzeba przyznać.  Zawody w ilości beknięć albo pierdnięć na czas, z trudem można zaliczyć do wyszukanej formy rozrywki, ale czyż nie ma w tym uroku? ;)

8. Pośladki
Hmm… O urodzie męskich pośladków to mogłabym książki tomami pisać. Najlepsze są rzecz jasna w kształcie dorodnej, aczkolwiek nie za dużej brzoskwini, co to dopiero na drzewie w pełnym słońcu dojrzała. Rozmarzyłam się…. Dobra, dalej. :P

9. Odwaga i siła
A bo to i przed niebezpieczeństwem jakimś obroni, pająka na ścianie chlapnie, słoik z dżemem otworzy, kanapę przesunie, przez kałużę przeniesie w początkowej fazie znajomości…

10. Męskość
Jak mi ktoś w tym momencie o jakichś zbereźnych rzeczach pomyśli, to się rozczaruje wielce. Bo mnie o męskość chodzi taką, co ona ukryta siedzi we wnętrzu faceta. Taka jego pewność siebie, dzikość, zwierzęcość.  I głos taki, co o dreszcze powoduje. I wzrok, który sprawia, że zapominamy jak się zwiemy i jedyne inteligentne zdanie, które wypowiedzieć jesteśmy w stanie brzmi: „yyy…aaa…yyyy…eee….yyyy…”.

Ha! No i kto teraz powie, że mężczyzn nie kocham? ;)          
                                                                                                                                                  

O chłopach i żarciu, czyli tematy moje nieodłączne ;)

     NIE JESTEM FEMINISTKĄ. Serialnie. Bo ja się obawiam, iż takie może zajść podejrzenie, że ja rzekomo byłabym tą feministką przez teksty jadem plujące w kierunku mężczyzn, które to w miejscu tym wypisuję. A ja jadem pluję i czepiam się płci odmiennej tylko i wyłącznie z czystej sympatii względem niej. Bo to wiadomo przecież, że jak się kogoś lubi, to się go czepia. No taka prawda życiowa jest i zwyczajne ludzkie odruchy. ;)
    Żeby jednak wymazać obraz Martynki, która lada moment zacznie palić swoje staniki na stosie, postanowiłam przygotować rzecz niesłychaną. Nieco szaloną i trudną, ale się zawzięłam i zadanie wykonam. Bo wiecie, co mam w zamiarze zrobić? A no mam takie planty ambitne, coby tu przygotować listę 10 rzeczy, za które my kobiety kochamy mężczyzn. Nie ukrywam jednocześnie, że wszelkie ewentualne Wasze sugestie będą mile widziane, bo w chwili obecnej, to prawdę powiedziawszy, z tej dziesiątki powodów dla których to kochamy chłopów, to tylko jedna mi na myśl przychodzi. ;) Ale jak to już tu oficjalnie obiecałam, wymyślę całe tych 10 powodów, chociażbym miała tak długo siedzieć przed komputerem, że pajęczynami i mchem obrosnę.
    I to by było chwilowo tyle w temacie mężczyzn, albowiem działalność Komisji postanowiłam na czas jakiś zawiesić. Z tegoż między innymi powodu, że o chłopach odechciało nam się gadać, a znacznie bardziej interesujące wydają się w chwili obecnej przykładowo problemy Britney Spears, czy nieodłączny temat żarcia. Bo że ja uzależniona w stopniu ciężkim od tego ostatniego, to żadną tajemnicą nie jest. Nawet doszłam wczoraj do takiego głębokiego przemyślenia, że jestem pewnego rodzaju spożywczą lafiryndą. Z tego oczywiście głównie względu, że mam ewidentne problemy z zachowaniem wierności konkretnemu i wybranemu produktowi cukierniczemu. Codziennie ślubuję dozgonną miłość jednemu batonowi, a dzień później ląduję na kanapie z innym. No cukiernicza latawica ze mnie jakby nie patrzeć. ;) Aaaale, jak to kiedyś napisała na swoim blogu Rudi, a co z miejsca zapamiętałam, bo poniekąd tłumaczyło to moją skłonność do słodyczy, jak już se człowiek znajdzie substytut CZEGOŚ, to nie popuści. :P
    Skoro przy temacie jedzenia jestem jeszcze, to z ciekawostek takich niesłychanych powiem, że się w dniu wczorajszym zważyłam. Nie, że uchlałam do stanu ogólnej niepoczytalności i braku kumania, a że w celu naocznego zobaczenia swojej masy ciała wlazłam na wagę. Dodam, że elektroniczną, która jak to podkreśla moja mama, nigdy się nie psuje i nie zawodzi. No i ona, ta waga w sensie, pokazała mi, że ważę całe 888 kg…  Chyba mam lekką nadwagę w związku z powyższym, co? Ale lekką tylko, no nie? Luz. Wiedziałam, że nie mam czym się przejmować. ;)
    Aha… Na koniec jeszcze wspomnę, bo o tym publicznie nie informowałam, że w sobotę idę po raz kolejny rozpocząć swoją edukację. Po psychologiczno-pedagogicznych pierdołach, przerzuciłam się na bardziej życiowe i praktycznie dziedziny. A bo taką organizację reklamy sobie szczeliłam. Nie ukrywam jednocześnie, że głównie tą akurat dziedziną pragnę się zajmować, coby tak skutecznie rozreklamować swoją postać wśród płci przeciwnej. No bo, że coś się na tej płaszczyźnie pierdzieli, to ukrywać za bardzo nie ma powodu. A tak, to se za czas jakiś machnę spocik reklamowy ze sobą w roli głównej i fajne chłopy będą walić do mnie drzwiami i oknami. ;) Dobra. I tym optymistycznym akcentem zakończę na dziś. To ja idę, a Wy się trzymajcie. :)

   

Istota mężczyzny, czyli rozważania głębokie o zwartości chłopa w chłopie

    Nażarwszy się batonem marki Pawełek, którego po kilku dniach wygrzebałam z torebki w stanie lekko zgniecionym, postanowiłam sporządzić raport Komisji, który słowem mówionym powstał jakiś czas temu, a pisanym, tudzież klikanym, powstaje w magicznej chwili obecnej.

    Komisja ds. Kontroli Jakości Mężczyzn i Obserwacji Ich Procesu Rozwojowego podjęła próbę wyjaśnienia terminu „MĘŻCZYZNA” oraz określenia typowych jego cech. Raport stworzony po obradach prezentowany jest poniżej, przy jednoczesnym zaznaczeniu, iż ów dokument powstał głównie w oparciu o zdania dwóch członkiń Komisji, gdyż pozostała jej Szanowna część, w pozycji horyzontalnej, oddawała się czynnościom sennym na skutek krążącego w ich organizmie w nieco nadmiernej ilości płynu pobudzająco-energetyzująco-wspomagającego głębsze przemyślenia.

Raport

Mężczyzna to osobnik ludzki charakteryzujący się posiadaniem sporej dawki testosteronu, warunkującego jego dziwne i wręcz niezrozumiałe chwilami zachowanie, oraz nieco odmienną budową anatomiczną niż ta posiadana przez kobiety, którą to różnicę proszę z łaski swojej we własnym zakresie sobie poznawać.

Rodzaj męski dzieli się na podgatunki, które prezentowane są poniżej:

  1. MĘŻCZYZNA – taki przedstawiciel męskiej części społeczeństwa, na którego widok kobiety zaczynają omdlewać w liczbie hurtowej, a każde jego słowo powoduje w nich wstrząsy liczone w Richterach, czyli innymi słowy zachowują się jak ostanie kretynki.
  2. Męścizna – osobnik męskopodobny, którego półkule mózgowe nieskalane są ani jedną mądrą myślą, a czynności życiowe ograniczają się następujących: ochlać się, objeść, wyspać, polecieć do mamusi.
  3. Olivier Janiak – NIE mężczyzna. NIE męścizna. Grom jasny wie, kto to. 

MĘŻCZYZNA powinien:

  • podejmować próby zrozumienia psychiki kobiecej, która momentami częstymi bywa z pozoru tylko niepojęta. Szczególnie zaś owe zrozumienie winno być podejmowane podczas PMSa, którym to łaskawy dla gatunku męskiego Bóg obdarował kobiety, bo faceci by się z nim za przeproszeniem posrali,
  • wykazywać się cierpliwością z gatunku tych wybitnie cierpliwych podczas zakupów, a swoje komentarze typu „bierz cokolwiek” zachować dla siebie, gdyż nie wnoszą one nic wartościowego i NA PEWNO nie przyczyniają się do polepszenia relacji na linii kobieta – mężczyzna,
  • dbać o swój wygląd zewnętrzny przy jednoczesnym zaznaczeniu, że słowo „dbanie” nie odnosi się do golenia sobie owłosienia na nogach, codziennego wsmarowywania preparatów kosmetycznych lepszych gatunkowo od tych stosowanych przez kobietę i posiadanych przez nią w znacznie mniejszej ilości, oraz używania w codziennym stroju odzieży w odcieniach różu i tym pochodnych,
  • przynajmniej raz na dziesięć spotkań dowolnie wybranej drużyny sportowej skłonny być łaskawie wstać z kanapy, odłożyć pilota od telewizora i przetoczyć swe szanowne cielsko do spontanicznie wybranego przez jego partnerkę miejsca schadzki,
  • na widok myszy, pająka i wszelkiej maści robactwa latająco-pełzającego nie piszczeć, nie panikować i nie uciekać, a jeno chlapnąć stwora w celach obezwładniających (Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt informuję, iż „chlapnięcie” ma spowodować w zwierzęciu jedynie stan omdlenia, a nie pozbawienia go życia),
  • oglądając się na ulicy za półnagimi lafiryndami robić to tylko po to, by otwarcie, głośno, z pełnym prawdomówności wyrazem twarzy oraz ani nawet jednym zająknięciem powiedzieć: „ale kabanos”,
  • posiadać piękne piersi (uprzejmie informowałam, że raport powyższy przygotowywany był w oparciu o rozmyślania dwóch jedynie przedstawicielek Komisji, stąd też ostatni wniosek jest, jaki jest).

Komisja w składzie nieco uszczuplonym, jednogłośnie stwierdziła, iż każdy mężczyzna powinien pamiętać o podstawowej, jedynej i prawdziwej zasadzie, która mówi, że:  PRAWDZIWEGO MĘŻCZYZNĘ POZNAJE SIĘ PO …  KOBIECIE.

Na tym Raport zakończono.