O byciu kobietą ;)

Woman-powerPrzy okazji zbliżającego się Dnia Kobiet pojawia się wiele pytań dotyczących tego, jak to jest być kobietą? Są jakieś zalety, wady? Pozwoliłam sobie na małe podsumowanie. Takie nieco prześmiewcze, ale – ja to w prześmiewczych rzeczach bywa – skrywające ziarenko prawdy. Albo dwa ziarenka… Lub cały wór… ;) Bo kobieta to istota iście anielska, ale też taka, która swego interesu pilnuje.

Być kobietą, to być jak państwo – być wielkim organem zarządzającym innymi i sprawującym nad nimi opiekę. Przykład? Kobieta jest jak:

  1. Policja – „gdzie byłeś”, „z kim byłeś?”, czemu tak późno wróciłeś?”
  2. Służba zdrowia – „jak się czujesz?”, „boli cię coś”, „masz tu tabletki”.
  3. Urząd skarbowy  – „ile dostałeś wypłaty?”, „a gdzie reszta?” ;)
  4. Straż pożarna – „zaraz ugaszę twój ogień” :P
  5. CBŚ – „od kogo ten głupi SMS w twoim telefonie?”
  6. Sąd – „to twoja wina, śpisz na kanapie”
  7. Prokuratura – „dowiem się, gdzie byłeś po robocie”.
  8. Ministerstwo finansów – „ja trzymam kasę,  ja wiem jak ją wydać”
  9. Edukacja – „powiem ci, jak to zrobić najlepiej”
  10. Obrona narodowa – „jak ktoś tknie mojego męża, to zrobię jej taki nalot, że żadne wojska koalicyjne jej nie pomogą… Bo nie zdążą!”. ;)

 

Kobieta jest wszystkim. Organizatorem, opiekunem słabszych i nieporadnych życiowo (czyt.  mąż) i strażnikiem domowego ładu, składu i porządku. A przy tym wszystkim jest istotą, która wybacza wiele i kocha ponad życie. :)

 

Wszystkiego najlepszego, Kobietki! Rządzicie! :)

O urodzie mężczyzn słów kilka ;)

 

joe-manganiello-sexy„Mężczyzna musi być tylko ciut ładniejszy od diabła” – głosi jakieś stare, ludowe porzekadło, na które natrafiłam dziś w sieci. Czyżby? Czy nas – kobiety – tak bardzo zadowala charakter mężczyzn, że nawet jeśli urodę zbliżoną ma do Golluma z „Władcy pierścieni”, to nam to wystarczy? Nie potrzebujemy bodźców wizualnych?

Pamiętam pewien wieczór, kiedy jeszcze jako dorastający podlotek, rozmawiałam z moją babcią na temat urody mężczyzn. Chciałam wyjść wówczas na mądrą i rozsądną istotę i wygłaszałam przekonującą mowę, w której udowadniałam, że wygląd zupełnie się nie liczy (chłop może być diabłem) i że to charakter i piękne wnętrze są dla kobiety atrakcyjne.  Babcia popatrzyła na mnie rozbawiona i rzekła: „Wszystko ładnie pięknie, ale wnusiu pamiętaj – Z CHARAKTEREM SPAĆ NIE BĘDZIESZ!”.

Przepytałam znajome i nieznajome kobiety, jak to właściwie jest? Czy ich obecni mężowie lub partnerzy (pochwalamy związki nieformalne) skusili je swym bogatym wnętrzem, czy też może uwiodła je ich powłoka cielesna? Oto kilka z odpowiedzi:

„No wiesz… Tomek jest fantastycznym facetem. Zaradny, ambitny i ma takie głupkowate poczucie humoru, które lubię. Ale, zanim poznałam jego zalety, zaintrygował mnie jego tyłek. Normalnie taka jędrna brzoskwinia odziana w spodnie”.

„Charakter jest najważniejszy. Chociaż z drugiej strony z jakąś owłosioną małpą nie mogłabym spać w jednym łóżku.”

„Jak pierwszy raz spojrzałam w jego oczy i na jego zęby (a darowanemu się podobno w zęby nie zagląda – przyp. red.), to się zakochałam.”

„Dla mnie liczy się tylko charakter. Wolę mieć brzydszego faceta, niż jakiegoś figo fago, co to za nim lafiryndy latają i trzeba je kijem odganiać”.

 To tylko część odpowiedzi, które uzyskałam, ale wniosek powstał jeden – u mężczyzn cenimy inteligencję, poczucie humoru, zaradność i wiele innych zalet charakteru, ale ślepe nie jesteśmy – jędrna pupa, umięśnione ramiona, czy też nawet zęby – mogą nam zawrócić w głowie. I może dużo racji miała moja babcia, która wiedziała, że i dla kobiet atrakcyjność mężczyzn ma znaczenie?

Z mężczyznami jest jak z batonami w supermarkecie – najpierw rzucamy się na nie, bo kuszą nas błyszczącym opakowaniem, a dopiero po zeżarciu batona okazuje się, czy wart był zainteresowania. I tu rację ma stara maksyma: wygląd przyciąga, charakter zatrzymuje.

A jak jest z Wami? Na co skusił Was ten mężczyzna, który tkwi u Waszego boku? :)

Jak obudzić w sobie kocicę? ;)

 

patience-phillips-catwoman-5„Odechciało mi się uprawiać seksu” – rzuciła ostatnio moja przyjaciółka podczas spotkania przy kawie. „Ale jak odechciało? Planujesz życie męczennicy w dożywotnim celibacie?” – wypaliłam. „Nie. Kocham Radka. Sypiamy ze sobą. Ale wiesz… Już nie ma tego ognia. On nie patrzy na mnie tak, jak kiedyś, a i ja przestałam być kocicą” – wyznała.

No tak. Fakt zaprzestania bycia kocicą, a tym samym motoru napędowego nocnych igraszek z własnym mężczyzną – może być frustrujący. Ale żeby na tyle, by pozbawiać się tej części ludzkiego życia, która – powiedzmy otwarcie – daje tyle radości? Zapytam więc moją rozmówczynię, będącą o krok od podjęcia decyzji o życiu w czystości o to, w czym śpi. I tu jej problem zaczął się rozjaśniać niczym niebo po huraganie w Teksasie. Bo ona sypia w „byle czym”. Ostatnio to „byle co” przybrało długą (do kolan) koszulę w kolorze kości słoniowej, ozdobioną milionem bladoróżowych różyczek. A! I koronkowy kołnierzyk. Koszula ponoć szalenie wygodna, ukrywa koło ratunkowe (sadełko wokół brzucha), dwa drewniane kołki ciosane (jej nogi) i dupsko (nie – dupę, ale już właśnie dupsko).

I zagadka rozwiązana! Mąż nie patrzy na żonę tak „jak kiedyś”, bo ma przed swymi oczami mamuśkę w czymś, co mogłoby posłużyć za namiot (czteroosobowy!), a ona nie czuje się kocicą, bo – na Boga! – nawet J.Lo okręcona zwojami materiału, które śmiało mogłyby służyć cioci Jadzi jako poszewka na pierzynę, nie wyglądałaby hot! W związkach pojawia się rutyna. Także w sprawach seksualnych. To normalne. Ważne jednak, by przynajmniej spróbować z nią walczyć. Jak? Najprostszym sposobem (i chyba najskuteczniejszym) jaki ze swojej strony może poczynić kobieta, jest zakup nowej, „gorącej” bielizny. GORĄCEJ. Bawełniana koszula w różyczki/słoniki/baloniki/chmurki nie sprawi, że będziemy gorące. No chyba, że przytrafi nam się febra. Gorące będziemy w czymś, co sprawi, że nasz mężczyzna zacznie patrzeć na nas wzrokiem równie żarliwym, jaki zwykle ma sęp czający się nad upolowaną przez lwy zwierzyną.

Jestem gruba… Mam cellulit… Dupa mi wisi… Nie mam cycków… Mam takie zwisy na ramionach, że gdybym się nimi zamachnęła mogłyby mi posłużyć jako skrzydła – myślą niektóre z nas. A czy wiecie, że u mężczyzn w sytuacjach „zapowiadających się na intymne” włącza się w mózgu tajemniczy przycisk z napisem „Photoshop” i przestaje widzieć te wszystkie wady cielesne, które widzimy u siebie? A jeśli nawet cudem jakimś zobaczy, to nie mają dla niego najmniejszego znaczenia? To naukowo udowodnione!

Nie krępuj się zatem, Kobieto! Jeśli czujesz, że ogień traci na mocy – kup sobie coś, w czym odzyskasz dawną kocicę. Nie musisz się od razu przyodziewać w skórzany strój rodem z niemieckiego pornosa. Wystarczy, że na początek zastąpisz bawełniane galoty czymś koronkowym. I figlarnie kuszącym. Mężczyźni nie są skomplikowani. Lubią patrzeć i lubią niespodzianki. Zwłaszcza w łóżku. I wściekle czerwona koronka majtek może zadziałać na niego tak, że już nigdy nie założysz koszuli cioci Jadzi. Do boju, Kocice! ;)

Trzy zachowania mężczyzn, które wyprowadzają kobiety z równowagi ;)

mad-womanMężczyźni!

Puchy marne!

Ile Was trzeba cenić,

ten tylko się dowie,

kto z Wami obcował

                                                                                                    i… nie zwariował! ;)

Pozwoliwszy sobie na tę swobodną inspirację Mickiewiczem, stworzyłam krótki utwór liryczny, mający na celu ukazanie tego, jak trudnym jest obcowanie z płcią przeciwną. Bo, choć kochamy Was mężczyźni, to pewne Wasze zachowania potrafią nas doprowadzić do takiego poziomu szaleństwa, kiedy to przeuroczych, niemal anielskich istot, zamieniamy się w warczące pitbulle gotowe rozszarpać Was na milion kawałków.

Trzy zachowania mężczyzn, które wyprowadzają kobiety z równowagi

Umówmy się – tych zachowań jest więcej. Skupiłam się jedynie na trzech, które, moim zdaniem, powtarzają się najczęściej i które występują w niemal każdym związku.

1. Oglądają się za niemal każdą atrakcyjną kobietą na ulicy

Oglądają. To fakt nie podlegający żadnej dyskusji. Pół biedy, jeśli tego nie widzimy („czego oczy nie widzą…”). Gorzej jednak, kiedy idziemy z naszym mężczyzną przez miasto, nagle mijamy seksowną blondynkę w stroju „ojejku, zapomniałam spódniczki”, a wzrok naszego towarzysza wyostrza się, ślipki zaczynają błyszczeć jak dwa świetliki w ciemną noc,  a on ODWRACA ZA NIĄ GŁOWĘ. Znacie to, prawda? Tego, co ma ochotę wówczas zrobić niemal każda kobieta, opisywać szczegółowo nie trzeba. Najpierw pojawia się to małe ukłucie w serduszku, które po sekundzie zaczyna zamieniać się w gniew, a od niego tylko krok od złapania blondyny za kudły i wytarzania jej na najbliższym trawniku (mocno wzbogaconym psim nawozem w postaci kupy). Faceta zaś najczęściej karze się adekwatną do występku karą – fochem królewskim.

Tymczasem, o czym trąbią wszelkie publikacje psychologiczne, takie zachowanie mężczyzn jest naturalne i bezwarunkowe. Podobnie jak picie piwa i drapanie się po jajkach. No nic na nie chłop nie poradzi. ;) Co więcej – oglądanie się za innymi kobietami nie wpływa negatywnie na uczucia do swojej kobiety i absolutnie nie oznacza, że mężczyzna stracił zainteresowanie nami. Ogląda się za pięknymi kobietami, bo tak go ukształtowała natura, ale dopóki nie podąży za żadną z nich – możemy spać spokojnie. I traktować to jego zachowanie z dużym dystansem. Wszak, przyznajmy się otwarcie, same też odwróciłybyśmy wzrok za nim (KLIK).

2. Flirtują z innymi kobietami

Jesteście kobietami. W związku z tym, czy to w pracy, czy podczas zakupów/wizycie w warsztacie samochodowym/urzędzie spotykacie na swojej drodze mężczyzn, którzy z Wami flirtują. A to rzucą uśmiechem. To komplement miły powiedzą. Nawiążą luźną pogawędkę, podczas której dają znać, że jesteście dla nich atrakcyjne. No właśnie! Tymi mężczyznami są nasi mężczyźni! Mój, Twój, mąż Twojej siostry i nawet czyjś dziadek Kazik! Oni wszyscy flirtują. Oczywiście, rzadko robią to przy nas (no chyba, że trafił nam się mężczyzna na tyle szalony, że się odważy), ale robią to regularnie. I regularnie nas tym wkurzają, bo – bądźmy szczere – żadna z nas nie lubi, gdy nasz mężczyzna adoruje inne baby.

A tu też niespodzianka! Bo, według Zbigniewa Lwa Starowicza, takie zachowania mężczyzn są najczęściej zupełnie niegroźne i – co więcej – doskonale wpływają na funkcjonowanie mężczyzny w związku z nami. Serio. Podobno mężczyzna, któremu uda się delikatnie poflirtować z inną kobietą, staje się pewny siebie, doceniony, umocniony w przekonaniu, że nadal jest atrakcyjny, a tym samym szczęśliwszy. I najważniejsze! Przekonany nadal o swojej wyjątkowości nie ma potrzeby szukania nowej kobiety i wdawania się w romanse.

3. Oglądają pornosy

Wiem. To temat szalenie drażliwy. I pewnie część z Was od razu zapewni: „Nie! Mój (tu wstawiamy odpowiednie imię) nigdy nie ogląda(ł) tych świństw!!!”. No cóż, badania wskazują, że ze świecą szukać mężczyzny, któremu obce są filmy pornograficzne (nie licząc tych, którym obca jest cywilizacja – plemię Indian na terenie Vale do Javari w Amazonii).  I często być może nawet nie wiesz, jakie tajemnice skrywa jego laptop lub telefon. Często bowiem plik z napisem „tabele przychodów i rozchodów excel” może zawierać duuużo więcej niż nudne tabelki. ;)

Prześledziłam fora internetowe. Niektóre kobiety oglądanie filmów porno traktują nawet w kategoriach zdrady i gotowe są pognać swego niegodziwca z domu, a jego odzież wszelką polać obficie benzyną i podpalić. Część nawet to robi. Zdanie seksuologów w tej kwestii nie jest jednoznaczne. Oglądanie filmów porno samo w sobie nie stanowi wielkiego niebezpieczeństwa. Pod warunkiem, że nie staje się uzależnieniem, którego konsekwencją jest zupełny brak zainteresowania seksem w naturalnej formie. Jeśli jednak mężczyzna zainteresowanie posiada, a Ty nie masz powodów do narzekania, to pornosy mogą być zupełnie nieszkodliwe (a nawet dopomóc mężczyźnie przy wzbogacaniu Waszego życia seksualnego). Faceci mają bowiem bowiem ogromną ciekawość „tych rzeczy” i lubią czasem robić złe rzeczy (podglądanie). Zatem, cycata Helga z niemieckiego pornosa nie stanowi dla Ciebie najmniejszej konkurencji. Dopóki oczywiście Twój facet nie postanowi wyjechać do Berlina by ją odnaleźć, poślubić i spłodzić z nią potomka. Wtedy go lepiej udusić zawczasu. ;)

P.S. Jestem już na Facebooku. Miło mi będzie, jeśli do mnie tam dołączycie. ;)  KLIK

Ciche dni, czyli sposób na przetrwanie kryzysu ;)

foch_palce Początki każdego związku są bajkowe. Wyjadamy sobie z dzióbków, słodzimy, patrzymy głęboko w oczy maślanym wzrokiem, trzymamy za rączki, a motyle w brzuchu latają jak po sześciu RedBullach. Z czasem bajka powoli zamienia się w rzeczywistość. Motylki wymęczone trzepotaniem skrzydeł opadają plackiem, wzrok się wyostrza, a ona przestaje być „kaczuszką”, a on „koteczkiem” i zamieniają się odpowiednio w inną zwierzynę – „krowę” i „wieprza”. Pojawiają się też pierwsze konflikty. Początkowo dość szybko rozwiązywane (bo przecież nie możemy się na siebie długo gniewać), później zamieniające się w ostre rzeźnie, gdzie zaczyna królować mechanizm obronny, znany ludzkości pod nazwą „cichych dni”.

Powszechnie uważa się, że tzw. ciche dni, to domena kobiet. Być może. Jestem jednak gotowa wysnuć tezę, że kobiety nie bez przyczyny uciekają w ciche dni. Mam bowiem wrażenie, że jest to jedyny skuteczny sposób na to, by nie zabić swego partnera w przypływie szaleństwa, znanego w kryminologii pod nazwą afektu. Tajemnicą przecież nie jest, że mocno wkurzona kobieta jest gorsza od rozszalałego lwa w dżungli i swą ofiarę może rozerwać na strzępy, a następnie wystawić na widok publiczny, ku przestrodze innym. Przykładem posłużyć tu może niejaki Ramon Apaico, którego żona przyłapawszy na zdradzie – odcięła mu przy pomocy 20 centymetrowego noża penisa, a następnie na oczach biedaka spuściła w toalecie i szyderczo się zaśmiała. A gdyby tak owa niewiasta najpierw uciekła w ciche dni – Ramon nadał mógłby ogląd swe przyrodzenie nad toaletą, a nie pływające gdzieś w miejskich kanałach.

Według ostatnich badań do cichych dni przyznaje się 1 na 4 kobiety w Polsce (kłamczuszki). Jeśli jesteś jedną z nich (albo Twoja kobieta), to musisz wiedzieć, że ten sposób walki z konfliktami w związku może być bardzo skuteczny pod pewnymi warunkami:
- trwa krótko,
- ma na celu jedynie uspokojenie negatywnych emocji, wyciszenia się i próby znalezienia rozwiązania przyczyny konfliktu,
- chroni mężczyznę przed utratą ważnych dla niego części ciała.

Ciche dni kompletnie zaś są nieskuteczne gdy:
- trwają długo
- pragniesz z premedytacją karać partnera („niech nic nie żre”, „niech se świnia śpi na kanapie”, „wypalę mu w najlepszych spodniach żelazkiem dziurę na dupie”), nie próbując nawet poszukać rozwiązania problemu,
- wykorzystujesz je do planowania zemsty okrutnej, do której zainspirowała Cię Uma Thurman w „Kill Billu”,
- masz tzw. „foch królewski”, polegający głównie na tym, że jako najprawdziwsza księżniczka czekasz aż Twój poddany przyczołga się pod twe stopy i błagać będzie o wybaczenie.

Zatem, jeśli podczas cichych dni nie zamordowałaś swojego partnera, Twoje emocje się wyciszyły i pozostała jedynie duma – popatrz na swego mężczyznę, spróbuj zrozumieć, następnie schowaj dumę do kieszeni i podejmij próbę rozmowy. Jeśli go kochasz – nie warto tracić życia na milczenie (no chyba, że marzy Ci się żywot średniowiecznych świętych). Jeśli umył swój talerz, wyniósł śmieci, zrobił zakupy, posprzątał chałupę – bez wątpienia daje znaki, że już bardzo za Tobą tęskni i czeka na sygnał zgody.

No a jeśli go nie kochasz, to po jaką cholerę z nim się męczysz. ;)

Wyniki :)

konkurs_wyniki_medium Uff… Szalenie trudne postawiliście przede mną zadanie, bo wybranie jednej odpowiedzi, którą chciałabym nagrodzić, okazało się niemal niewykonalne. W związku z tym, że chętnie nagrodziłabym więcej osób, postanowiłam w najbliższym czasie zorganizować kolejny konkurs. A póki co, w pierwszym „dziewiczym” konkursie na blogu wygrywa odpowiedź:

„Prawdziwy mężczyzna to wielki smakosz kuchni. Swoją partnerkę prosi o przyrządzanie ulubionych dań z czasów dzieciństwa i wczesnej młodości. Przy czym modyfikacja „maminych” przepisów jest absolutnie niedopuszczalna. Sam brak jakiegoś albo dodanie nowego składnika zakrawa niemalże na świętokradztwo. Sam w kuchni radzi sobie nieźle. O ile wcześniej przypomni sobie w której szafce leży mydło, a w której powidło.
Prawdziwy mężczyzna to umysł ścisły. Ilość tapety potrzebnej do salonu oblicza ze wzoru na całkę. Wszelkie próby improwizacji podejmowane przez partnerkę i jej obliczenia „na oko” przyprawiają go o palpitacje serca. Do remontu niezbędne są profesjonalne narzędzia. Nie ma mowy o przycinaniu tapety zwykłym nożem kuchennym. Prawdziwy mężczyzna podczas remontu spożywa prawdziwie męski napój. Niedawno zauważyłam zależność: 1 remontowane pomieszczenie (średniej wielkości) = 1 skrzynka piwa.
Prawdziwy mężczyzna jest niechętny zmianom. Znalazłszy swoją fryzjerkę (stylistkę fryzur! – przepraszam), jest jej wierny przez długie lata. Niczym najbardziej oddany fan podąża za nią od salonu do salonu, nawet jeśli wiąże się to z podróżą do innego miasta. Ponieważ pani Basia „rozumie go bez słów”, od czasu do czasu daje je namówić się na nieznaczną zmianę wizerunku.
Prawdziwy mężczyzna uwielbia sport. Nie ma dyscypliny, na której by się nie znał. Zainteresowanie to rozszerza się także na gry karciane i popularne planszówki. Ciekawostką jest, że podczas ostatnich wczasów na Majorce, był bardzo pożądanym zawodnikiem rosyjskich drużyn piłki plażowej. Bez znajomości języka, nawiązał kilka ciekawych znajomości. Pasją do sportu od długich lat próbuje zarazić swoją partnerkę. Póki co – bezskutecznie.”Marta

Gratuluję! Maila już wysyłam. :)

Konkurs! ;)

konkurs

No dobra. Czas na pierwszy, niemal dziewiczy konkurs blogowy. To na osłodę dla tych, którzy mimo mojej abstynencji blogowej (jestem najbardziej niereformowalnym blogowiczem w historii blogosfery), wciąż tu zaglądają.

Do wygrania nowe, zapakowane i dobrej jakości produkty Vichy, którymi sama lubię pielęgnować swą urodę. ;)

pizap.com14013914013711

Zadanie jest proste:

Podaj własną definicję mężczyzny.

Odpowiedzi zostawiamy w komentarzach wraz z adresem e-mail. Pamiętajcie, że jak nikt inny lubię naprawdę oryginalne odpowiedzi. Czas trwania konkursu od dnia dzisiejszego do 15.06.2014. Wyniki kilka dni później. Konkurs dla dziewczyn i chłopaków (którzy mogą obdarować kosmetykami żony, matki lub kochanki) ;)

Niech moc będzie z Wami! :)

W skład zestawu krem i mleczko do demakijażu 3w1 – jakby kto pytał. ;)

Dzień Dwóch Różnych Skarpetek – wyzwól się! ;)

201103211338351300685915

Wredna szefowa, frustrująca praca, zepsuty samochód, mąż leżący na kanapie, dzieci robiące sobie w kuchni zamieć śnieżną przy użyciu mąki, pies sikający na dopiero co kupiony włochaty dywan i w zastraszającym tempie topniejące konto bankowe – to tylko niektóre czynniki powodujące wzrost ciśnienia, spadek chęci życia, nerwowość, złość, rozczarowanie i wypowiedzenie magicznych słów: „Mam to wszystko w dupie!”.

Kiedy czujesz, że twa tolerancja na życiowe przeciwności losu i codzienne zmagania z szarą rzeczywistością niebezpiecznie zbliża się do granic wytrzymałości i jesteś tuż tuż przed rytualnym spaleniem swego samochodu, domu i miejsca pracy – zrób sobie DDRS (Dzień Dwóch Różnych Skarpetek).

Dobrze, że nie widzisz mnie teraz. ;) W niczym nie przypominam eleganckiej kobiety z okładki ostatniego numeru „Elle”. I wcale nie chcę! Od dwóch dni przeżywam nirwanę, okres kobiecego oczyszczenia, eksplozję wolności (jakby to nie nazwać ;) – Dzień (kolejny) Dwóch Różnych Skarpetek.

Moja prawa stopa – wściekle niebieska skarpeta w różowe kwiaty. Lewa stopa – biała skarpeta w błękitne obłoczki (to one są błękitne? – widać w „made in China” nie wiedzą). Do tego dres. O ile nazwać go można jeszcze dresem, bo lata swojej świetności ma za sobą w równym stopniu co LaToya Jackson. Spodnie są na tyle rozciągnięte, że gdyby zszyć w nich nogawki – miałabym świetny worek na ziemniaki (pomieściłby ze 2 metry!). Fryzura w stylu  „le nid d’oiseau” ( co Francuzi zrozumieliby jako ptasie gniazdo ;). I brak makijażu! Zupełny. Gdyby producenci serialu „The Walking Dead” szukali głównej odtwórczyni roli zombie – byłabym bezkonkurencyjna!

Mimo, że powyższy opis nieco kłóci się z obrazem nowoczesnej, zadbanej i świetnie wyglądającej kobiety – to jest dla mej duszy zbawienny. Bo jakaż to ulga, choć raz na jakiś czas, siedzieć sobie w domu, swym tyłkiem wygniatając dziurę w kanapie, czytając ulubione portale internetowe i przeżywać oczyszczenie – Dzień Dwóch Różnych Skarpetek. Jestem wolna! :)

 

W ramach wyjaśnień :)

Przerwa w nadawaniu nie była spowodowana:
- lenistwem,
- brakiem czasu,
- lekceważeniem wirtualnego świata,
- porwaniem przez kosmitów,
- misją w Afryce,
- amnezją,
- wyprowadzką na Antarktydę.

Przerwa w nadawaniu to wynik zmagań z chorobą i akceptacją przeciwności losu. Finał jeszcze przede mną, ale już mogę wrócić. I dziękuję za to, że wciąż tu zaglądacie. :)

Mężczyzna zwany pożądaniem, czyli jak to z nimi naprawdę jest ;)

Czy tylko moją skrzynkę mailową zalewają przedziwne wiadomości od Agnieszek, Magdalen i  Katarzyn, w których wspomniane damy proponują mi zakup podobno niezwykle skutecznych tabletek na erekcję? Rozumiem, że gdybym posiadała imię typu Franciszek, Euzebiusz lub Alojzy, owe wiadomości miałyby ewentualny sens, a tak, ze względu na brak posiadanego przeze mnie naturalnego „czynnika”, z którym słowo „erekcja” mogłoby stworzyć symbiozę, maile mijają się z celem. Penisa nie posiadam na wyposażeniu własnym. Sorry.

Wracając jednak to treści wiadomości, to wspomniane panie zaproponowały mi do wyboru 3 tabletki, których nazwy brzmiały nieco tajemniczo:

- stylowe niebieskie,

- mocny orange,

- magiczne kółka.

Intrygujące, co nie? Szczególnie to ostatnie, bo dotyczy czarów (jak się domyślam), a nie od dziś wiadomo, że dobrego czarodzieja po różdżce się poznaje. ;)

Pogrzebałam w temacie. W zasadzie od razu „poleciałam” do publikacji Zbigniewa Lwa Starowicza na temat problemów z erekcją i sposobów „pielęgnowania” jej przy pomocy magicznych kółek i niebieskich tabletek radości znanych pod nazwą na V. I co? I DUPA. Mogą nie zadziałać. Jak się bowiem okazuje, żadna pigułka miłości nie będzie działać, jeśli u mężczyzny nie wystąpi POŻĄDANIE. I mój świat legł w gruzach, bowiem okazało się, że mężczyzna to nie drewniany kołek ciosany,a istota z UCZUCIAMI. Dacie wiarę? ;)

Teraz pojawia się nurtujące pytanie – jak to jest z tym pożądaniem u mężczyzn? Co sprawia, że mocny orange nie będzie potrzeby, a jeśli będzie – to zadziała?

Kilka dowodów na to, że mężczyzna to istota głęboka i prócz podniet cielesnych, za serce go chwytają także inne, wzbudzające pożądanie:

1. Zapach – i wcale nie chodzi tu o zapach świeżo upieczonej golonki i piwa. Nie. Mężczyźni uwielbiają subtelny zapach kobiety. Nienachalny. Kobiecy. Może być to zapach rożano-waniliowych perfum, albo szamponu na włosach. Coś, co kojarzy się z nią. Coś, co czują, kiedy ona znajduję się w pobliżu (w pobliżu, a nie 3 km od niego, gdyż postanowiła wylać na siebie pół butli orientalnych perfum).

2. Dotyk – delikatne, przypadkowe muśnięcie lub celowe, podczas szturchańców i zabaw w zapasy (mówiłam, że lubią się tak bawić?).

3. Kokieteria – zalotne spojrzenia, tajemnicze uśmiechy, przekomarzanie, droczenie i kontrolowane złośliwości, to nic innego, jak odwieczne sposoby kobiet, by wplątać mężczyznę w sidła (!) miłości.

4. Podziw – tak, mężczyźni najbardziej kochają i pożądają te kobiety, które nie szczędzą im podziwu (szczerego). „Jesteś taki silny”, „Nie znam wspanialszego mężczyzny od ciebie”, „Przy tobie Brad Pitt jest małym pypciem, a Leonardo DiCaprio bezkształtnym konusem, którego świat powinien zapomnieć zaraz po tym, jak utonął w lodowych czeluściach przy Titanicu”.

5. Tajemniczość – i to też ta wyrażana w sposobie ubierania. Nie chodzi tu o potrzebę przechadzania się obok mężczyzny w niebotycznych szpilach, kabaretkach, pióropuszu przymocowanym to tyłka i masce (aby wzbudzić podobną tajemniczość, jaką Zorro wywołał u kapitana Monastario). Nie. Tu chodzi o subtelny erotyzm. Odzianie tak swego nadobnego ciała, by jego wzrok nie otrzymał wszelkich walorów od razu. Niech uruchomi wyobraźnię, a nie dostaje wszystko na talerzu, jak zestaw kurzych nóżek w KFC.

6. Pożądanie – tak, twoje (kobieto!) rozmymłane oczy i ślina kapiąca z ust, kiedy on wyłazi spod prysznica. Wzrok wpatrzony w niego z taką zachłannością, jakim wyróżnić się jeszcze może tylko w przyrodzie sęp patrzący na niedożarte przez lwów kawałki mięcha. I nawet jeśli trochę Ci przytył, wyłysiał i zestarzał, to nadal jest tym, któregoś sobie wybrała. Co nie? ;)

Tak wiem. Rutyna, monotonia, nuda, szarość. Piekiełko codziennego życia, na które składają się rachunki, dojrzewające dzieci, pranie brudnych skarpet, srający w domu kot, obiady z dwóch dań i odciśnięty ślad dupy własnego męża na kanapie przed telewizorem. Wiem. Ale może by tak choć raz, od czasu do czasu, dorzucić jakieś male drewienko do ogniska miłości i pożądania? Wszak nie od dziś wiadomo, że nawet mała iskierka wzniecić może prawdziwy pożar. ;)

Zdjęcie dżentelmena w pościeli uprzejma byłam pożyczyć STĄD